Przejdź na stronę główną Interia.pl

Z wizytą u dr. Googla

Do lekarza? Jak zawsze... długa kolejka. Kto miałby zresztą czas na chorowanie! Znów boli głowa? Weź tabletkę. Czemu nie przestaje? Sprawdź w internecie. Coraz częściej bierzemy zdrowie w swoje ręce. To zjawisko nazywa się samoleczeniem. Czy to dobrze, że staje się popularne? I tak, i nie.

Na czym polega?


Samoleczenie to szerokie pojęcie. Mieści się w nim samodzielne ordynowanie sobie leków bez recepty (self medication), różne działania na rzecz zdrowia, jak choćby ćwiczenia (self care), i samodzielne podejmowanie decyzji dotyczących własnego zdrowia (self management). Przykładem tego ostatniego jest postępowanie diabetyka, który sam mierzy sobie glikemię, tj. stężenie cukru we krwi i do wyniku dopasowuje dawkę insuliny.

Reklama

Dzięki mądrze prowadzonemu samoleczeniu możemy dłużej zachować zdrowie, w razie wystąpienia dolegliwości - złagodzić ich objawy, a w przypadku choroby przewlekłej - nie dopuścić do jej zaostrzenia. Wszystko to pozwala nam uniknąć interwencji lekarza. Samoleczenie podejmujemy nie tylko w stosunku do samych siebie, lecz także wobec tych, którymi się opiekujemy - a więc dzieci lub osób starszych.

Czy jest bezpieczne?

Tak, jeśli dotyczy błahych dolegliwości lub - jeśli podejmując decyzje dotyczące zdrowia - korzystamy ze sprawdzonych źródeł informacji. Np. gdy osoba chora na cukrzycę została przeszkolona przez lekarza i wie, jak ma postępować. Samoleczenie jest z wielu względów korzystne - przyczynia się do zmniejszenia kolejek do lekarzy, a nawet przynosi efekty ekonomiczne.

Obliczono, że pacjenci leczący się samodzielnie w sposób świadomy, obniżają wydatki państwa na zdrowie. O 40 proc. zmniejsza się liczba wizyt u lekarza, rzadziej wzywane jest pogotowie, a nawet skraca się czas pobytu w szpitalu. Tak wynika z badań brytyjskich wymienionych w raporcie "Odpowiedzialne i nowoczesne samoleczenie w systemie ochrony zdrowia" Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani pod red. Krzysztofa Krajewskiego-Siudy (kwiecień 2016). Z tego raportu pochodzą przytoczone tu dane.

Z drugiej jednak strony niewłaściwe samoleczenie prowadzić może do opóźnienia rozpoznania choroby - niekiedy nawet groźnej dla życia, do przedawkowania leków lub łączenia ich ze sobą w sposób, który jest szkodliwy dla pacjenta.

Co leczymy sami?


Najważniejsza zasada? Samodzielnie leczymy tylko te dolegliwości, których już doświadczyliśmy, w sposób, jaki dotychczas nam pomagał. Przy nowych objawach szukamy pomocy - jeśli nie u lekarza, to przynajmniej u farmaceuty. Przeziębienie: zostajemy 2-3 dni w domu, łagodząc objawy lekami bez recepty. Jeżeli to nie pomaga, zgłaszamy się na konsultację.

Uwaga! Jeśli przyjmujemy preparaty złożone, mające w swoim składzie kilka różnych substancji, unikamy innych leków zawierających te same substancje (np. kwas acetylosalicylowy, paracetamol). Dolegliwości szybciej złagodzą leki mające postać rozpuszczalną.

Ból: wizyta u lekarza jest konieczna, jeśli przedłuża się ponad dwie doby pomimo przyjmowania leków bez recepty. W przypadku silnego, nagle pojawiającego się bólu w klatce piersiowej i w oku, przy gwałtownym bólu głowy i brzucha - lekarza należy wezwać natychmiast! Leki przeciwbólowe popijamy wyłącznie wodą (nie mlekiem czy sokiem). Nigdy nie łączymy ich z alkoholem.

Układ pokarmowy.

Zgaga: leki zobojętniające kwas solny przyjmujemy do 6 tygodni, jeśli są skuteczne. Gdy nie pomagają, idziemy do lekarza.

Biegunka: leki antybakteryjne powinny przynieść poprawę po 2-3 dniach. Jeśli nie działają - szukamy porady.

Zaparcia: nie nadużywamy preparatów stymulujących ruchy jelita grubego (senes, kruszyna, bisakodyl), bo układ pokarmowy przestanie samodzielnie pracować, ponadto odwodnimy się.

Nadciśnienie tętnicze: kto się na nie leczy, musi pamiętać, że nie powinien stosować leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych (wyjątek: paracetamol, w dawce podanej na ulotce!), a przy przeziębieniu - preparatów z pseudoefedryną lub fenylefryną. Wszystkie podnoszą ciśnienie tętnicze krwi.

Najczęstsze błędy

- Nie czytamy dołączonych do leków ulotek - Polacy czynią to znacznie rzadziej niż inne nacje. Nie sprawdzamy daty ważności leku.

- Zmieniamy dawki według własnego "widzimisię". Często przyjmujemy więc za dużo danej substancji, zwłaszcza jeśli występuje w kilku preparatach o różnych nazwach (grozi to zatruciem). Lub zbyt mało - gdy dzielimy tabletki, których dzielić nie wolno (nie mają rowków umożliwiających przekrojenie).

- Nieodpowiednio przechowujemy leki, co źle wpływa na ich działanie. Powinny znajdować się w suchych i chłodnych miejscach, a nie np. na nasłonecznionym parapecie.

- Wyjątkową ostrożność w samoleczeniu zachować powinny osoby chorujące przewlekle i przyjmujące z tego powodu wiele leków. Nie dość, że wchodzą one w interakcje, to ich działanie zaburzyć może dieta. Osoby te nie powinny na własną rękę przyjmować witamin i kurować się ziołami. W ich przypadku porady lekarza wymaga nawet wybór środka na przeziębienie.

Warto wiedzieć


Aż 90 proc. internautów co najmniej raz w życiu szukało porady zdrowotnej w sieci. 75 proc. Polaków robi to co najmniej raz w roku, a dwóch na pięciu co miesiąc. Po poradę do doktora Google’a częściej zwracają się kobiety i osoby lepiej wykształcone. Lekarze zwykle nie są zadowoleni, że pacjenci szukają informacji poza ich gabinetem.

Większość szukających porady uważa, że umie odróżnić informację wiarygodną od nierzetelnej. W rzeczywistości nie ma gwarancji, że postępowanie wg wskazówek z sieci pozwoli się wyleczyć. W niektórych krajach są instytucje nadające stronom "www" dotyczącym zdrowia certyfikaty zaufania. W Polsce nie ma takiej możliwości, choć np. rzetelnych informacji o szczepieniach warto szukać na stronach GIS.

Zobacz także:


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje