Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dietooporni

Mają w małym palcu tabele kaloryczne, wiedzą wszystko o suplementach ułatwiających odchudzanie, ale nie potrafią schudnąć. Dlaczego?

Gubią ich słomiany zapał i brak konsekwencji. Każdą nową dietę cud traktują jak objawienie i zaczynają jej rygorystycznie przestrzegać. Są zachwyceni efektami, ale zwykle po kilku dniach lub tygodniach tracą entuzjazm i rezygnują. Z poczuciem klęski wracają do dawnego sposobu odżywiania i tyją jeszcze bardziej.

Reklama

A tyjąc, chorują - na nadciśnienie, cukrzycę typu II, zespół metaboliczny, nowotwory, depresję. Kolejna dieta wyrywa ich na moment z letargu, by za chwilę jeszcze mocniej w nim pogrążyć. Gdzie tkwi błąd? 

- W złym podejściu do odchudzania - twierdzi Joanna Brzezińska, dietetyczka i trenerka fitness. - Nie można być całe życie na diecie, ciągle sobie czegoś odmawiać i łamać postanowienia. Dieta "zero węglowodanów" działa strasznie frustrująco i na dłuższą metę jest nie do zniesienia. Wystarczy ograniczyć węglowodany o niskim indeksie glikemicznym - uważa.

Radzi zacząć od drugiej strony: potraktować chudnięcie jako efekt uboczny zmiany diety na zdrowszą. Nie zakładać, że będziemy się przez dwa tygodnie czy miesiąc katować jakąś dietą, a potem znowu jeść wszystko, ale zmienić nawyki dietetyczne raz na zawsze. To oczywiste, że nie da się tego osiągnąć z dnia na dzień.

- Jeśli ktoś tył przez kilka lat i nic z tym nie robił, nie schudnie w tydzień. Dajmy sobie więcej czasu, wprowadzajmy zmiany stopniowo - mówi dietetyczka. - Przez 2-3 miesiące można poprawić nawyki żywieniowe, a potem je utrwalać jak zasady ortografii - dodaje. I to wcale nie musi być męczące! Jak to zrobić? Warto skorzystać z pomocy profesjonalistów.

U dietetyka

Na początek powinniśmy ocenić stan faktyczny i postawić sobie realny cel. Bardzo przydatnym urządzeniem jest waga określająca procentową zawartość mięśni, tkanki tłuszczowej oraz wody. Żeby pomiar był precyzyjny, trzeba podać informację o wieku, wzroście oraz aktywności fizycznej. Badanie składu ciała pomaga urealnić cel odchudzania. Kobiecie o mocnej budowie, z grubym kośćcem raczej nie uda się zrealizować marzenia o filigranowej figurze. A tłuszcz? Jest jak najbardziej do spalenia.

- Pomiary powinny dotyczyć także obwodów, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie ocenić realne postępy odchudzania - twierdzi Joanna Brzezińska. - Kluczowe znaczenie ma też stan zdrowia. Morfologia krwi, poziom glukozy i cholesterolu, poziom hormonów tarczycy i ewentualne alergie dostarczają informacji niezbędnych do ustalenia odpowiedniej diety.

Dietetycy zaczynają od analizy dotychczasowych przyzwyczajeń związanych z jedzeniem. Bardzo pomaga prowadzenie dzienniczka, w którym zapisuje się wszystkie posiłki i przekąski. Dzięki temu udaje im się wyłapać błędy, jakie popełnia klient, i pomóc je wyeliminować.

Kardynalny błąd to niejedzenie. - Nie jesz - tyjesz! - ostrzega Joanna Brzezińska. - Gdy odmawiamy sobie jedzenia lub wydłużamy przerwy między posiłkami, dajemy organizmowi sygnał, że powinien robić zapasy, bo nie wiadomo, kiedy znowu dostanie pożywienie. Metabolizm spowalnia i wbrew pozorom wcale nie chudniemy, nawet jeśli nasza dieta jest niskokaloryczna - potwierdza fizjolog żywienia Iza Czajka. 


Ludzie otyli bardzo często wcale nie jedzą dużo, ale dzienną dawkę kalorii rozkładają na 2-3 posiłki. I tu jest źródło problemów. - Z tego samego powodu nie chudną wielbiciele diet - tłumaczy Iza Czajka. - Przez kilka tygodni jedzą mało, odmawiając sobie białka, węglowodanów, tłuszczów, więc ich metabolizm zwalnia. Potem rzucają się na ulubione potrawy i tyją, bo organizm przywykł do oszczędzania. Kiedy ma znów pod dostatkiem jedzenia, tempo przemian metabolicznych przyspiesza. I wtedy oni przechodzą na kolejną dietę cud - dodaje. Stąd się bierze efekt jo-jo.

Uwaga, igranie z metabolizmem może się źle skończyć. Kilka podejść do wyniszczających diet obniży wartość podstawowej przemiany materii, np. z 1500 do 1200 kcal. Oznacza to, że organizm do zaspokojenia potrzeb życiowych będzie potrzebował o 300 kcal mniej. Czyli schudnąć będzie coraz trudniej. W ten sposób prowokujemy także rozmaite zaburzenia metaboliczne, np. cukrzycę.

- Pięć posiłków w ciągu doby to minimum - tłumaczy Iza Czajka. - Śniadanie, przekąska, obiad, przekąska, kolacja - ten rytm powinien wejść nam w krew. Chodzi oczywiście o niewielkie porcje, ale jedząc co trzy godziny, i tak nie damy rady zjeść dużo. Regularne posiłki to jedyny sposób, by rozruszać niemrawy metabolizm.

To nieprawda, że aby schudnąć, trzeba zrezygnować z kolacji. Nocą metabolizm spowalnia, ale nie zasypia. Jeśli nie zjemy posiłku wieczorem, organizm będzie czerpał energię potrzebną do oddychania i krążenia z mięśni. A potem znowu zacznie oszczędzać kalorie. Dlatego na godzinę czy dwie przed snem warto zjeść porcję lekkostrawnego białka, np. kawałek ryby z jarzynami. -

Dystans czasowy pomiędzy kolacją a śniadaniem powinien być możliwie krótki. Z tego powodu lepiej nie opóźniać śniadania. Najlepiej zjeść je w ciągu 30 minut od przebudzenia - mówi Iza Czajka. W żadnym wypadku z niego nie rezygnujmy. Śniadanie ma pobudzić metabolizm i dostarczyć energii na pierwszą część dnia.

Wiemy już, że aby schudnąć, trzeba jeść. Ale co?

Czytaj dalej na następnej stronie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje