Aby do diety
Po świętach nie zostało żadne wspomnienie. O, nie, przepraszam! Zostały mi trzy kilogramy. No cóż, uwielbiam śledzie w śmietanie, tort orzechowy, pierniczki, czekoladki... Teraz trzeba będzie się trochę pomęczyć i pozbyć tego balastu. Po raz pierwszy jednak zabiorę się do tego z pomocą specjalisty. Idę do psychodietetyka.
Żegnaj, laleczko Michelina
Skoro coś jest na mojej liście od 2005 r., to znaczy, że jest ważne! Ale dziękuję za radę. Jestem pewna, że w tym roku jednak będzie inaczej. I wcale nie dlatego, że patrząc codziennie do lustra, widzę w nim, zamiast szczupłego odbicia, ludzika Michelina. Wręcz odwrotnie: w przeciwieństwie do większości kobiet byłam do tej pory przekonana, że wyglądam dużo lepiej niż w rzeczywistości. Dwa tygodnie temu zobaczyłam u znajomych film ze wspólnych wakacji na Teneryfie i... nie rozpoznałam samej siebie.Oczywiście kusiło mnie wytłumaczenie: to kamera dodała mi tych parę kilogramów. Nawet w to uwierzyłam na moment. Niestety, natychmiast przypomniał mi się cytat z ulubionego serialu Przyjaciele: "A ile tych kamer miałaś wtedy na sobie?". Psycholożka Judith Beck w książce Dieta dr Beck pisze, że odchudzanie jest jak prowadzenie samochodu czy obsługa Excela. Trzeba się tego nauczyć. Same chęci i plany nie wystarczą. Nawet te wieloletnie. I jak każda nauka, także i ta składa się z kilku etapów. Tak jak nie zaczynamy poznawania obcego języka od czytania poezji, tak, zdaniem Judith Beck, nie zaczyna się diety od... ograniczania jedzenia. Zaskakujące, prawda?
Czas szukać kogoś, kto mi pomoże. Mój wybór pada na psychodietetyka Aleksandrę Antosik. - Skuteczne odchudzanie nie zaczyna się na talerzu - potwierdza moje przypuszczenia. - I na pewno nie z dnia na dzień. Do zrzucania zbędnych kilogramów trzeba się przygotować. Właściwie można powiedzieć, że zmiany w jadłospisie to ostatni etap diety. Okazuje się, że robiłam błąd, każdego roku w styczniu przechodząc na kolejną modną dietę. Teraz - zanim zrobię cięcia w jadłospisie - przez kilka tygodni będę stosowała się do rad specjalistki i zbierała siły do odchudzania. Może efekt będzie wreszcie zadowalający i trwały?
Etap pierwszy: analiza
Gdy słyszę z ust Aleksandry Antosik słowa "analiza SWOT", natychmiast przypomina mi się Paweł, najlepszy student ekonomii na roku, i moja najgorsza w życiu randka. W jej trakcie Paweł usiłował mi wyjaśnić - bezskutecznie - na czym owa analiza polega. No, ale wtedy po prostu mnie to nie interesowało, a teraz okazuje się, że mogę dzięki temu schudnąć. Słucham więc uważnie. SWOT to skrót od angielskich słów Strengths, Weaknesses, Opportunities i Threats. Czyli, odpowiednio: mocne strony, słabe strony, szanse oraz zagrożenia.Planowanie diety warto zacząć od... przyjrzenia się sobie. Po co? Aby uniknąć podstawowego błędu w odchudzaniu. Podchodzimy do niego często emocjonalnie, nie racjonalnie. Dajemy się porwać entuzjastycznej (lub desperackiej) fali energii, która niesie nas przez jakieś dwa, trzy tygodnie. A potem gwałtownie opada, bo jesteśmy zmęczone codziennymi trudnościami i rozgoryczone brakiem jakichkolwiek efektów. I ten kryzys można pokonać jedynie za pomocą myślenia strategicznego. Kłania się SWOT!
Autoanaliza wcale nie jest trudna. Wystarczy odpowiedzieć sobie na cztery krótkie pytania. Pierwsze: jakie mam cechy, zalety i mocne strony, które pomogą w osiągnięciu sukcesu? Jestem wytrwała czy pomysłowa? Metodyczna czy optymistyczna? Zawzięta? - Jeśli mamy problem z określeniem mocnych stron, trzeba pomyśleć o swoich osiągnięciach w przeszłości, gdy udało się nam zrealizować ważny, choć trudny cel - mówi Aleksandra Antosik. - I zastanowić: co nas wtedy napędzało, motywowało, dawało siłę, by walczyć z przeciwnościami? Czyli: jeśli udaje mi się od dwóch lat wychowywać wyjątkowo żwawe i kreatywne bliźniaki i nadal pozostaję przy zdrowych zmysłach, widocznie jestem silna i dobrze zorganizowana. W jaki sposób mogę te cechy wykorzystać podczas diety?
Teraz pora na słabe strony. Można je potraktować jako kategorię wspólną z zagrożeniami. Pytanie brzmi: co może mi utrudnić wytrwanie w diecie? Z jakimi pułapkami i ryzykiem muszę się liczyć? Warto wziąć przykład ze sportowców: ci najlepsi nagrywają swoje mecze czy pojedynki. A potem przed ekranem dociekają przyczyn popełnionych błędów. Jeśli więc jestem weteranką diet, mogę spróbować podobnie wykorzystać wcześniejsze doświadczenia. Sięgając pamięcią do kilku ostatnich prób, zastanowić się: jak długo ta dieta trwała? Z jakiego powodu ją przerwałam? I rzecz najważniejsza - co tym razem mogę zrobić, by te zagrożenia zawczasu wyeliminować?
Pytanie ostatnie: o szanse. Co może pomóc osiągnąć cel. Czy zmiana pracy na mniej stresującą sprawi, że przestanę kursować co godzinę do automatu ze słodyczami? Czy przezwyciężony właśnie kryzys w związku będzie miał jakiś wpływ na moją skłonność do "zajadania emocji" po kłótni? Pytanie o szanse dotyczy też tego, co zyskam, jeśli uda mi się schudnąć czy zmienić styl żywienia. I dlatego cały ten dietetyczny SWOT warto zrobić sumiennie, najlepiej zapisując odpowiedzi na kartce czy w notesie. Gdy moja motywacja spadnie do zera, po prostu zajrzę do notatek, przypomnę sobie o mocnych stronach i szansach i odzyskam siły do dalszej walki.
Artykuł pochodzi z kategorii: Diety
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
nawet się nie przyznam, jakie choć jak ktoś... więcej













Wasze komentarze (24)
Ja już z tym nie mam problemu, zmieniłam nawyki żywieniowe, ale pomógł mi w tym polecając mi świetny program konsultant Wellness(idealna-figura.eu), schudłam zdrowo, bezpiecznie, co najważniejsze utrzymuje już ponad rok świetną figurę.Każdej to polecam
zmienic mentalnosc, podejscie do odchudzania.
jesc dłuzej- 20 zuc na kęs.
atrakcyjniej.
ruszac sie 3-4 razy w tygodniu przez godzine.
co wam nie pasuje?
ze inwalida nie moze sie ruszac? moze, ruch rekami to tez ruch. Grubasy, ktore nie chodza juz, tylko wyłacznie lezą, ćwicza rękami, krecąc kołowrotkiem.
zeby nie zabijac sie o rozmiar 34/36 gdy nie utrzymamy nizej jak 38/40?
to lepsze, niz sie katowac i wracac potem do 42.
nie ma cud diety, wybieracie, albo dbanie o siebie, albo wpychanie smieci i otłuszczenie.