Dzis wieczorem bede idziec wiecej. Dziadek jest w trakcie badan w szpitalu pulmonologicznym w Chodziezy. Poki co nic nie wiem tyko tyle, ze badania dobrze ida. Dyrektorka szpitala jest jego byla uczennica i zawodniczka wiec osobiscie go dzis rano przyjela. Nie zmienia to faktu ze stan jest bardzo ciezki ogolnie.
Nie wiem czy juz dzis ale maja postawic dokladna diagnoze... jaki rak, w jakim stopniu jest czy sa metastazy, gdzie, w jakim stopniu ewentualnie i jaki proponuja protokol medyczny.
Nastepnie ja z tym polskim protokolem - propozcja jestem w niedziele popoludniu umowiona z profesorem pulmonologiem z CHU z Bordeaux. Zalatwilam to wczoraj przez znajomego bo ja tego czlowieka nie znam. Zobacze co mi powie. Co on zaproponuje. Ze wstepnej rozmowy telefonicznej dowiedzialam sie ze najlepiej ten typ raka lecza w Londynie mam naziwska lekarzy ale ze wyleczalnosc tego raka - obu typow raka plucnego jest 14%. TO jeden z najbardziej smiertelnych niestety. Na pocieszenie powiedziano mi z w tym wieku choroba postepuje bardzo wolno i ze mozliwe jest zamiast operacji racze juz bezsensownej no chyba ze nie ma przerzutow ( à propos moja babcie operowali na raka nerki 3 lata temu, cala nerke wycieli a miala 82 lata i zyje i ma sie dobrze!), zaproponuja caly panel zaiegow przedluzajacch zycie a wiec chemia paliatywna, o ktorej ktos juz wczoraj pisal, specjalne odzywianie anty-rakowe w koktaijlach skoncentrowanych mogace przedluzyc zycie do okolo 4 lat, masaze, akupunktura ...
Nie wiem jeszcze, zobaczymy.
na razie staram sie zebrac maksimum info, drukuje najnowsze wyniki badan medycznych, testow, badania alternatywne, w szpitalu zobacze co powiedza
Wczoraj wieczorem smialam sie z dziadkiem przez telefon ze juz nie taka "biede" przerabialismy, ze byl oboz, wojna, glod i przezyl... i z teraz najwazniejsze zeby koncowka zycia byla jak najladniejsza, jak najsloneczniejsza, bez bolu, bez cierpienia... gdy mowilam mu ze w sobote spedzi swoje 1 w zyci urodziny w szpitalu ale to nie powod by nie bylo tortu i kropli jego ulubionego koniaku to dziadek smial sie i mowil " cos ty, pierwsze urodziny bede mial, to jeszcze sobie dlugo pozyje, mlodziutki jestem ze az strach"... eh ten moj dziadek...
Rozmawialismy tez bardziej powaznie... dziadek poprosil mnie ze jak odejdzie to chce bym w koscile zamiast kazania powiedziala wszytskim JAKI ON BYL... a mnie az scisnelo w gardle... i zebym zaspiewala mu piosenke jego ulubiona Charliego Chaplina "Smile"... po angielsku... i zeby NIKT nie ubieral sie na czarno bo on czarnego nienawidzi tylko na niebiesko, zielono, rozowo...
mam nadzieje ze jeszcze z tym poczekamy... choc rece mi sie trzesa jak o tym pisze...
W zeszla sobote Antos zaliczyl pierwsze zawody judo. Uprawia ten sport od dwoch lat, czyli od 5 -tego roku zycia.... więcej
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (4)