Nie była typem donosiciela, w ogóle kimś takim nie była z charakteru. Czyjąś nienawiść, którą tak trafnie opisał J.L.Wiśniewski w jednym ze swoich opowiadań pt.: „Test” – że w jej trakcie „obszary [mózgu] odpowiedzialne za pamięć, przetwarzanie obrazów i dźwięków, za tożsamość i za logiczne myślenie były całkowicie zaciemnione [eksperyment], tak jakby zupełnie wyłączone. Nienawidzący człowiek jest bezrozumnym ślepcem. Cały tlen z krwi dopływającej do nienawidzącego mózgu pobierają te ośrodki, które kojarzone są z emocjami i instynktami.”, uważała zawsze za uwłaczanie godności. Ludzkiej, zdolnej do abstrakcyjnego myślenia. „Test” jest opowiadaniem tak poruszającym, że przy nim się mocno płacze. Własną, podobną krzywdą, czyjąś krzywdą, odczuwaniem, czasem trwałym, czyjejś nienawiści.
„Rozsuwał jej uda butami” – gwałt czy seks na granicy przyzwolenia - całkowite upodlenie kochającej kobiety, do którego prawie połowa mężczyzn jest zdolna już w okresie dojrzałości. Druga połowa nabywa tej umiejętności pod warunkiem założenia szczególnie nieudanego małżeństwa. Nie miała szczęścia do mężczyzn w swoim życiu. Ojciec, który bił okrutnie mamę; były mąż, który wyzwiskami, podduszaniem i biciem po twarzy otwartą ręką dawał jej do zrozumienia, że jego pojęcie o niej mieści się między „mebel” a „sprzęt użytkowy”; przyjaciel, który udawał kogoś, kim nie był, okradł ją i do tej pory groził jej przez telefon. Męskie wyobrażenia w opozycji do rzeczywistości.
To prawda, że mając psa można być dla niego człowiekiem, za jakiego nas bierze. Ale czy tylko wtedy, gdy nie można być człowiekiem dla innych ludzi? Jej ojciec potrzebował psa. Może dla tego, że mówiąc do niego i z nim przebywając miał namiastkę prawidłowej relacji wybudowanej w zakamarkach umysłu z powodu głębokiego poczucia winy. Z powodu swoich zachowań wobec innych, czy totalnego zagubienia w nieakceptacji prezentowanej przez wszystkie kobiety, które kochał i które chciał kochać, a w ogóle tego nie potrafił okazać. Pies jako dozgonny przyjaciel, nie ugryzie, nie zdradzi, przyjmie każdą opiekę, nawet zbyt późną, gdy już dogorywa, nie mówi, tylko patrzy. Może kobiety mężczyzn pełnych nienawiści nie powinny w ogóle mówić, tylko oskarżająco na nich patrzeć?
Czy ona powinna tak patrzeć na przyjaciela? Czy mogła się zgodzić, by być kolejną kobietą, do której należy poczuć odrazę, bo skończyło się uniesienie i ekstaza seksem? Czy mogła się zgodzić, obserwując zmianę z boku, na to, że sam ją [odrazę] w sobie rozmyślnie zbudował, aby zakończyć niewygodne dla własnej kariery powiązanie z nią? Dopiero niedawno zrozumiała jego samotność i niemożność działania. Na początku myślała, że zrobił to dla własnej wygody. Potem była niemal przekonana, że uwiązany obowiązkiem w tylu miejscach, po prostu automatycznie był skazany na takie związki, dziś myśli, że wraz z tą kobietą i ojcem jest zwykłym oszustem internetowym. Podłącza się do życiorysów, ogląda ofiary i ich otoczenie w rzeczywistości, wkrada się do ich domostw , potem życia, aby w końcu je sprytnie okraść, sekunduje mu w tym własny ojciec, z ręką jeszcze podobno niedawno w gipsie. Ofiary wybierają według klucza i z powodu zatrudnienia czują się bezkarni. Wartość wiadomości jakie wyciągają z ofiar lub ich otoczenia jest przecież tak mocno przydatna ich pracodawcy… Marek Marecki… Szczepan Szczepański… Tomasz Tomaszewski… vaniliaman, avecesar, shadow, erde, Mariusz Chęcina, armodel, raz ostrzyżony na zapałkę 50-latek z lekko zaczesaną łysinką na środku tyłu głowy, raz trzydziestoletni brunet z grzywką opadającą na lewe oko . Imiona i nazwiska można tu skomponować w dowolnej kolejności, internetowe nicki pogrupować w pary.
Mężczyzna, który nie czuje w sobie przekraczania kolejnych granic przyzwoitości. „On mierzył czas czasem swoich przeżyć”. Znów J.L.Wiśniewski jest tak trafny w opisach życia. Dlatego jej przyjaciel był taki bezwzględny, gdy czuł, że nowe i inne przeżycie jest tak blisko, a wzbudzająca je kobieta tak mocno opiera się, by go jednak nie doświadczył. Zimny, bezwzględny, z miejscem w sobie, dla którego już zabrakło życiowych atrakcji. Wszystkie widział. Tym większy ogarnia go lęk, że coś się w nim kończy, że wokół niego, nawet gdy kroczy 5th Avenue w tłumie, jest pusto, że filozoficzna nieskończoność zacznie przez niego przepływać beztrosko w dwóch kierunkach, a jego ciało umrze, pociągając za sobą zdezorientowaną duszę.
„Tyle kobiet sobą zaznaczył” aż przestał czuć, że miłość najpiękniejsza jest jedna. Nie te wszystkie chwile, które przeżył, każdą w innym miejscu, z inną kobietą, jako inny człowiek. Ona nie szalała za nim. Spokojnie przyglądała się jego wszystkim projekcjom. Dlatego tak często płakał u swojej przyjaciółki, gdy się jej zwierzał z tej miłości. Czasami najlepsza chwila to taka, gdzie zwinięta w kłębek nieatrakcyjna prawda wychodzi na światło dzienne. Nie dla katharsis. On lubił tańczyć. Tak mało kobiet zawłaszczonych językiem było zdolnych do tego, by później z nim zatańczyć. Biodra, salsa, zamknięte oczy, wyobraźnia. Złamany obcas, zepsuty suwak, pomięta spódnica nie mieściły się w tym idealnym świecie pełnym pojedynczych chwil. A już najbardziej nie mieściło się tam nieatrakcyjne ciało. „Nie potrafił go zjeść, czyli uczynić swoim”.
Nie potrafiła mu wytłumaczyć, że wszystkie razem do tej pory przeżyte przez nią traumy, niemoc uzewnętrznienia złości, zapiekły w jej studni sumienia spory i ciężki kamień. Rasowy psycholog zdziwiłby się, gdyby to czytał. No bo dlaczego cokolwiek wyjaśniać sprawcy krzywdy, który obecnie nie jest w stanie do nawrócenia i być może nigdy w nim już nie będzie? Zawsze jest nadzieja, gdy winny ma psa. To znaczy, że nie mogąc rozmawiać z ludźmi, a rozmawiając z psem, sam do siebie czuje największą odrazę. I tej odrazy nie jest w stanie wytłumaczyć żadnym racjonalnym uzasadnieniem. Jak ona ma wtedy jemu wytłumaczyć i czy w ogóle musi, że zwykły schemat, używany wobec innych kobiet, u niej nie działa?
On podobno też czytał „Samotność w sieci” pana J.L.Wiśniewskiego, stamtąd brał informacje o kobietach i właściwym zachowaniu mężczyzny. Podobno miał pusty dom, w którym nie miał kto zamieszkać (w domyśle brak mu do tej pory kobiety, która by się nadała do jego zamieszkania), podobno zarządzał w zeszłym roku budżetem równym 50mlnzł. Mitomania? Czy zawsze kobietę, tuż koło łechtaczki, chwyta w niemoc ekstazy wartość majątkowa mężczyzny? Dziś jej stan był podobny do stanu zatrucia organizmu nadmiarem miedzi.
Jakby przyjrzeć się jej oczom, tęczówki miały żółto brudną obwódkę wokół źrenic.On też taką posiadał, gdy kierował swoje oczy w kierunku słońca. Z tym, że jego oczy zatrute były jego własnym egoizmem. Nie potrafił być na tyle dobry, żeby komukolwiek pomóc wejść na właściwą drogę. Natomiast był na tyle zły, że potrafił w kimś rozbudzić lęk, sprowokować działanie na granicy prawa, zabierając temu komuś wszystkie możliwości zarabiania na własne życie i zawłaszczając wszystkie możliwości do samostanowienia. Może chciał w niej stworzyć coś na swoje podobieństwo, by byłoby mu lżej, gdy rozmawiał z własnym psem, jak kiedyś jej ojciec?
Z drobnego deszczu za oknem pozostał tylko ślad na parapecie i balustradzie balkonu. Chmury lekko przejaśniały z angielskiej szarości. Na gałęziach, obciętej z suchych konarów, lipy pączki nabrały barwy listków. Podobno ma być cieplej. „Spod topniejących obecnie lodowców alpejskich odsłaniają się rzymskie drogi.” Zaczęła czytać o coachingu, o Giovannie D’Alessio, o certyfikacie ICF. Brylującego po stronie Goldenline Dariusza Sz. nadal uważała za oszusta. Wpisy miał kiepskie, a brak poziomu merytorycznego i podawanie przez niego fałszywego adresu na stronach internetowych, było jawną prowokacją. Nikt z tym nie robił porządku w imię wolności słowa w Internecie. W tym temacie już się nie wychylała.
Przyjaciel, kiedyś, po zdemaskowaniu mu kłamstwa, zapytał ją co chciałaby robić w życiu. Podobno kobieta, która wie, czego chce, jest ,oprócz wielu innych posiadanych zalet, dla mężczyzny najcenniejsza. Nie umiała mu wtedy odpowiedzieć na to pytanie, przy mózgu zalanym w każdej synapsie miłością do niego. Dziś mogłaby mu powiedzieć, że chce dokończyć jedne studia i skończyć jeszcze jedne. Pracować jako redaktor kultury lub coach w korporacji. Że chciałaby mieć przy tym czas na pisanie i wyartykułowanie wreszcie z siebie tej książki, która siedzi w niej od 20 lat. Chciałaby ich wyartykułować jeszcze potem całe mnóstwo. Że chciałaby wrócić do nauki języków, które zatarły się w jej pamięci w pojedyncze słowa. Że chciałaby go słuchać, gdyby tylko mówił prawdę. Że nie jest w stanie za nim podążyć w każdym miejscu i w każdym czasie, ale czekałaby tylko na niego, gdyby do niej często wracał i gdyby okazało się, że jednak oszustem nie jest. Że pokazałaby mu inną siebie, gdyby tylko brak cierpliwości i nienawiść za odkrycie nie zalewała mu oczu.
Dziś może sobie samej powiedzieć, że przetrwanie w ostatniej pracy, było jednak jej sukcesem i że toksyczność właśnie jej bezpośredniego szefa była przyczyną słabych wyników całego regionu. Zdziwiona była tym, że w ograbianiu firmy sekundował mu szef ds. zabezpieczeń, prawa ręka nieświadomego niczego Prezesa, Wojtuś. Poczucie krzywdy z powodu utraty pracy już jej minęło. Samotność, którą odczuwała z powodu utraty kontaktu z mądrymi ludźmi w firmie, jeszcze jej nie minęła. Stąd wypływały w niej te krótkotrwałe, ale powtarzające się okresy żalu. Ale zrobiła już, jak rasowy trener, uruchomienie zmiany. Wyraziła zgodę na miejsce, w którym jest. Zaznaczyła kluczowe momenty życia na kartce, wypisała ważne osoby, nazwała istotne obszary, określiła poziom satysfakcji w każdym z nich. Chciała mieć rozrzucone po świecie, samodzielnie odnalezione niezwykłe miejsca, które mogłaby komuś pokazać, szczególnie dzieciom. I nie chciałaby do tych miejsc przywodzić ciągle innych mężczyzn, nie miała w sobie takiej konstrukcji moralnej, która by na to się godziła. I chciałaby się jeszcze pozbyć ze swojej studni tego kamienia, który się ostatnio tak powiększył i mocno uciska. Chciałaby jednak najbardziej i najpierw wytrzeć, wyrokiem skazującym go, oczy temu policjantowi, który sfałszował dokumenty w aktach sprawy o wyłudzenie. Tego chciałaby najbardziej – właśnie sprawiedliwości. Równej dla wszystkich. Kiedy o tym pomyślała zza chmur wyszło radośnie słońce. Będzie cieplej. Nie chciała od niego już słyszeć, że :"będzie dobrze". Gdy to mówił prawie zawsze kłamał wybudowując samodzielnie przyczynę i następstwa zdarzeń, tego "dobrze". Dobrze, w jego pojęciu miało być tylko dla niego.
We "Wprost" nr 21 (21-27maja2012) czytam, na stronach od bodajże od 14, że żona była Pana Janusza... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (2)