Czas dziwnie się spieszy. Do oznaczania nieważnych dat, do zmierzchu i mżystych poranków pełnych mgły. Zmarznięta, cała w emocjonalnych odmrożeniach, które przy odrobinie ciepła rozlewały się po ciele tępym bólem, budziła się. Nie, to nie topniejący śnieg i szare podwórka, ani krótkie zaczepki przedwiośnia słonecznym blaskiem, były jej przebudzeniem. Nie one. Ani nie jego ucieczka przed odpowiedzialnością. Jest coś takiego w człowieku, co pozwala organizmowi żyć, ale stan umysłu jest bliski uczuciowej śmierci. Próżnia. Oddzielająca od wielu spraw i zachwytów, nieme wyciszenie niemal nie mające końca. Stan wszystkich głęboko skrzywdzonych, wykorzystanych i porzuconych, zmuszanych do samobójstwa, psychicznie molestowanych, przeszkadzających, sądzonych w wilgotnych gabinetach za wrażliwość, za uczciwość i jeszcze za parę innych ludzkich cech. To, co ją spotkało było momentami takie inne i piękne, że jest prawie nieważne to, z jakich głębokich ran płynęły jej łzy, gdy o tym myślała. Bezduszność i bezwzględność zmazana westchnieniem i wysiłkiem orgazmu na jego twarzy. Czy tylko wtedy czuł, uczciwie i bez zakłamań, bez wybiegów? Ciało ciału mówiło, a on myślał oddzielnie i inaczej. Zachłanność poczucia piękna, niezgodność zamierzeń. Czuła i mówił, że seks jest relaksem przy tej okazji. Nie poradziła sobie z wybuchem własnych namiętności. Wiedziała, że będzie zaprzeczał, „podrabiał” dowody, że ma w sobie tak wielki strach, że nie potrafi być już obiektywny i uczciwy. I że nienawiść, jaką w sobie dusi do kobiet, jest silniejsza od jego wykształcenia i wykonywanego zawodu. Że właśnie ona zastąpiła szybko wrażliwość bezwzględnością, a działanie, zachowawczością. -Co mnie obchodzi jego niemoralność, brylowanie po sieci w poszukiwaniu doznań, brak czucia i zgubny relatywizm. – Zbyt często szukała w sobie odpowiedzi na to pytanie. On nigdy nie był gotów do zmian mimo tego, że o tej gotowości mówił. Nie miał szacunku do kobiet. Do żadnej. To, że wykonywał takie czynności, które miały o posiadaniu takiego szacunku zaświadczać, nie miało dla niego znaczenia. Po prostu wyuczony mechanizm zdobywaniu. Jako mężczyzna uległ zepsuciu obserwowanymi zjawiskami i doświadczeniem. To nazywało się rutyna działań i w każdym momencie mógł swobodnie przeskoczyć gdzie indziej, inaczej, od nowa, trzymając się kurczowo wymówki: „żona” – bytu równoległego z zaufaniem równym wartości obrączki i zaręczynowego pierścionka. Każdy mężczyzna kiedyś tak robi, że idzie do sklepu jubilerskiego i kupuje na tyle, na ile ufa, obojętnie jaki ładunek emocjonalny mu się przy tym zdarza. Rodzina i żona, na początku jako wyznacznik dorosłości, potem jako niezbędnik przy trudnych przypadkach skoków w bok. Tak, dziejowo mężczyźnie wszystko wolno. Dotykać, sprawiać radość, kochać się, łączyć i krzyczeć poświstem krtani przy zamkniętych oczach. On zamykał oczy, gdy miał orgazm. Czy z tego miejsca bierze się ludzka samotność par, że nie potrafią przeżyć wspólnie tego uniesienia nawzajem nie zamykając oczu? Gdzie i co wtedy ich wyciąga? Czy tylko chemia i system nerwowy zamykają im postrzeganie powieką, zamieniając je w niewidzące czucie? Człowiek człowiekowi potrzebą i informacją, realizacją i korzyścią. Jak daleko granice wyuczone przez matki w dzieciństwie budzą bezpieczeństwo i zaufanie w dorosłości? Ilu porzuconych emocjonalnie w dzieciństwie, nie kochanych wystarczająco mocno, ciągle szuka w dorosłości czegoś co potrzebne i piękne? I jak bardzo i często znowu nurzają się w męskiej samotności nawet, gdy są z kobietą. Ile wtedy marzeń o doskonałości realizuje czucie przy zamkniętych oczach? I czego lepiej nie widzieć przy kobiecie, która widzi wszystko, a przynajmniej większość? Czy tak bardzo wstyd rozmaże każdy prawdopodobnie wspólny krajobraz? Nie sprzątała, żeby już nie przychodził, żeby nie naruszał już granic jej mieszkania, wolności i uczuć. Żeby nie kradł, nie podkładał i nie podważał, żeby wreszcie był psychicznie zdolny do tego, by naprawdę w jednym czasie mieć tylko jedną kobietę i wolną od przymusu wolę. Ileż razy ją obrażał, poniżał, leczył nadpsute wiekiem poznawczym ego. Tak wiele razy. Jest taki stan w alkoholizmie, stan czwarty, niewyleczalny, kształtujący z człowieka mendę drżeń, z reakcjami odstawienia na wszystko. Taki sam stan czwarty występuje w seksoholizmie, kiedy żaden wytrysk nie daje zadowolenia i jest jak poranna toaleta niezbędny do życia, zupełnie bez poczucia sytości. Czy o szczęściu marzą tylko idioci, każdy na swój sposób i wyobrażenie o nim? I kiedy praca uniemożliwia odczuwanie piękna tak daleko, że już nic nie cieszy, a wszystko paskudnie i milcząco drażni? I gdzie tu jest wierność ideałom, wyszkolone przystosowanie i obrona uciśnionych? Gdzie zwykła nieskazitelność? Pamiętała ich pierwszy pocałunek. Jak bardzo chciała wejść nim w niego. Jaką niestosowną potem czuła z nim jedność też pamięta. Czasem w pocałunkach nie rozumiała czynności jego języka, bezruchu dłoni i takiego statycznego wyczekiwania. Ale miał taki zapach czułości na koszulkach. Taki był miękki i twardy, gdy sunęła dłonią po genitaliach. Pamięta jak mocno zawsze chciało jej się go całować, obojętnie jak bardzo przychodził oddalony myślami i grymasem twarzy od niej. I jak bardzo czuła wtedy, że nic kompletnie nie może i nie potrafi zrobić, by przestał. Gdyby tylko miała jakieś mocne przekonanie, że jej przypuszczenia co do niego były słuszne, mogłaby funkcjonować z tymi wspomnieniami w miarę normalnie. Ciągle brakowało jej ostatecznego zamknięcia drzwi, szelestu ostatnich kartek w książce, a najbardziej brakowało jej przeprosin, jego oficjalnych przeprosin, za zabawę jej życiem i zabawę jej uczuciami. Bo, czy było coś prawdziwego w tym wszystkim, jeśli mężczyzna tak skwapliwie i z taką nienawiścią wycofuje się z każdego zdania, z każdego dotyku, z każdego wspólnego momentu? Tak, w pisaniu, w jej pisaniu była fikcja, tak jak w jego pisaniu tej fikcji było mnóstwo w prawdziwości uczuć mężczyzny, w błyskotliwości miłosnych momentów i męskich wrażliwych przeżyć. On nie chciał, by o tej fikcji ktokolwiek się dowiedział, bo czyniła to, o czym mówił i to, co dotychczas zrobił po prostu zakłamanym i nieważnym, wobec nowych ujawnionych okoliczności. Każdy człowiek ma w sobie sumę kiepskich momentów myślowych, a potem z tego powodu pędu do realizacji własnych marzeń i odczuwania przede wszystkim przyjemności. I rzeczywiście, kto z kim w danym momencie śpi (poza patologiami) nie powinno być obiektem zainteresowań środowiska, w którym się funkcjonuje. Ale. Ale zawsze ważne są intencje takich zachowań, szczególnie, gdy spod płaszcza miłosnych uniesień mężczyzny wystaje wielkimi literami przestępczy, na chłodno skalkulowany zamiar, w oparciu o wyszkolone poznanie czyichś wrażliwych punktów słabości, uczynienia szkody w życiu i w mieniu kobiety. Samotnej matki dwójki dzieci. Synów, którzy jeszcze prawdziwie czują i obiektywnie patrzą… na dorosłych i ich udziwnienia zupełnie prostych rzeczy. Męskie zupełnie, udziwnienia, często prowadzące do wojen. Czas dziwnie się spieszy skrzywdzonym, od lęku do strachu i odwrotnie. Powoli jednak rozciąga się traumą i rozpaczą. Bardzo powoli każdą arytmią serca, wysokim ciśnieniem, ukrytymi omdleniami z wyczerpania. Cichy rozkaz, który tyle zepsuł w życiu tej skromnej kobiety z dziećmi, czy ludzkie pierwotne jednak dążenie, by zabić co przeszkadza, bez zwracania uwagi na to, co i kogo się eliminuje? Gdyby ona to wiedziała mogłaby coś konkretnego przedsięwziąć. Ponieważ nadal nie wie, cierpliwie czeka. W życiu kompletnie wszystko można stracić, nawet nadzieję. Nie zawsze apokalipsa jest dobrą zapłatą za niegodne trwanie w czyjejś rzeczywistości. Ale. Przy tym samym kierunku użycia siły, zawsze można mu nadać przeciwny wektor, by suma siły włożonej w ruch jednego ciała by oddziaływać na drugie, wyrównała się odbiciem tej siły przez to drugie w stronę pierwszego, dla jego wyhamowania. Jeśli tylko przez dwa lata włączone na czerwono światło stopu nie działa na zmysły kierującego pierwszym ciałem zbyt dobrze, jeśli tylko…
We "Wprost" nr 21 (21-27maja2012) czytam, na stronach od bodajże od 14, że żona była Pana Janusza... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze