Nic jednak na to nie poradzę, że muszę gdzieś upuścić powietrza, a jak wiadomo - internet, niczym papier - wszystko przyjmie...
Jakieś dwa-trzy lata temu czytałam w TS wywiad z Marią i Martą Kaczyńskimi, ciepły, pogodny. Do tego dość wyfotoszopowana, ale wysmakowana sesja zdjęciowa. Zdjęcie obu pań w klasycznych spodniach na kant i przylegających do ciała czarnych golfach. "Wyglądają jak siostry. Ona ma figurę i biuścik jak nastolatka" - pomyślałam wtedy z lekką zazdrością.
Kiedy nazwano jej imieniem kwiat, stwierdziłam, że to lekka przesada.
Dziś tak nie uważam.
Za to uważam, że życie ludzkie w porównaniu z życiem tulipana jest bardziej kruche, mniej pewne.
Miała w sobie kawałek fajnej, ciepłej kobiety takiej, z którą chciałoby się i pośmiać, i podyskutować, i perogi ulepić. Kupiła mnie kanapkami, które przesłała Szymonowi Majewskiemu w odpowiedzi na jego prześmiewki z pewnej, wnoszonej na pokład samolotu torby reklamowej. Kupiła mnie też tym, że spontanicznie poparła kobiety, które chciały samodzielnie decydować o tym, czy urodzą dziecko.
Co by nie mówić, nie pisać - była jedną z nas - matką, żoną, babcią.
Pani Mario...
Chapeau bas! Chapeau bas...
Rozumiem, że można kochać fatalaszki, ekscytować się nowymi kolekcjami bielizny, oglądać każdy nowy model,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (2)