Najstarsza kobieta w mojej rodzinie kończy w tym roku 90 lat.
„Wnusiu, znowu dupa ci urosła” - usłyszałam wczoraj. Uśmiechnęłam się półgębkiem.
Ok, skoro ma siłę na drobne złośliwostki, to nie jest źle, babcine samopoczucie zwyżkuje na tę wiosnę, hura!
Pamiętam, jako kilkunastoletnia pannica jeździłam do dziadków PKS-em, 80 km w jedną stronę. Nigdy nie wracałam z pustymi rękami. Jajka, cała (wyprawiona) kura lub kaczka, śmietana, pieczone w wiejskim, chlebowym piecu pierogi. Parę złotych też zawsze się znalazło. Przy okazji poutyskiwali na moją matkę - „jak można puścić dziecko w tyli świat bez koszuli, przecież ty prawie goła jesteś!”.
U dziadków czas się zatrzymał. Kiedy przekraczałam furtkę – wchodziłam w inny świat – obowiązkowego dziennika przed snem, „Matysiaków” słuchanych regularnie, niedzielnych, wykrochmalonych mszy w kaplicy, ciepłego mleka i chleba z dżemem… Sakramentalne „co zjadłabyś jutro na śniadanie?”. Babciny uśmiech, kiedy ze smakiem pałaszowałam „zamówioną” kaszę manną lub racuchy.
Dziś nie ma już Dziadka, Babcia nie mieszka u siebie, bo po prostu nie dałaby sobie rady sama.
Gdzieś tam, 5 km od granicy polsko-ukraińskiej, w domu oddalonym od wsi, stojącym przy drodze, która po każdym deszczu zamienia się w bagnistą, kleistą rzekę czarnoziemistej brei, spędziła całe swoje życie. Wychowała troje dzieci, wspomagała dziesięcioro wnuków, a do dziś każdy z jej czternastu prawnuków dostanie jakieś łakocie.
Niezmiernie rozczulają mnie jej siwe włosy, błękitne oczy, lekko kresowy akcent, z którym mówi po raz kolejny (zapomniała, że już powiedziała mi to przed chwilą) „Wnusiu, znowu…”
Rozumiem, że można kochać fatalaszki, ekscytować się nowymi kolekcjami bielizny, oglądać każdy nowy model,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (4)