Zniknęłaś z netu. Jakbyś z mojego życia zniknęła. Wołam cię i wołam, ale ciebie nie ma. Codziennie, coraz bardziej nie ma.
A ja zastanawiam się, co robisz, co cię teraz bawi, o czym marzysz. Co cię odciąga od tych niewidzialnych linii, mostów słów, którymi do siebie mówimy. Do kogo biegną teraz twoje myśli, które zawsze zamykasz w małych, wymownych kropkach na końcu zdania. W gniewnych spojrzeniach, które tylko ja sobie wyobrażam.
Sprawdziłem we wszystkich pokojach, na stronach o książkach i w muzyce. Dawno cię tu nie było i nadal uparcie cię nie ma. A ktoś już rozsiadł się w twoim loginie jak na królewskim tronie tuż po sfałszowanej elekcji, albo po nieuczciwie wygranej aukcji. Ktoś tych atrybutów niegodzien, żongluje nimi niesprawnie. Gdybyś tylko wiedziała...
Może wróciłabyś huraganem i jednym, gniewnym podmuchem przywróciłabyś ład z początku. Może byś po prostu wróciła …
Składam myśli w sznur korali jarzębin czerwieni. Nawijam na nić minuty, drobne kuleczki, paletę odcieni uczuć. I czekam wśród tej smutnej biżuterii, nawiniętej na ręce, rozsypanej w kieszeniach, pod stopami. W pudełku z przegródkami segreguję wszystkie chwile. Chcę je spiąć, dopasować ale każdy koral ma swoje miejsce i tylko w tam wygodnie się mości całym swoim blaskiem. Każda chwila ma swój sznur.
I nie wiem nic bardziej, nic więcej nie wymyślam ponad to, że zniknęłaś i że cię nie ma. Choć przecież nigdy cię tutaj nie było, ale…
Zamieszkałaś w mojej głowie, w drodze do pracy, w porannej kawie. W lustrach i kromce z masłem. W zdaniach raportu z biznesowego spotkania. W milczeniu przed pierwszym dźwięku telefonu, tuż zanim zadzwonił. W każdym klawiszu trochę byłaś. W log on i enter, a teraz nawet w delete i escape cię nie ma.
To ty zawsze szukałaś słów, które pobiegną do mnie najszybciej, najkrótszym zdaniem, zaplączą się w ogonku od "a" i będą nową melodią w mojej głowie na kolejne smutne dni. I pociągną za sobą wszystkie te zdania, których nie powiedziałaś, ale które jak świta, tam były. Które wysłałaś w tajemnicy, jak eskortę, jak ciężką chmurę, która zwiastuje burzę, po to tylko, żeby sens bezpiecznie dotarł do celu.
Byłaś dzwonem, który zbyt głośno pobrzmiewa, żebyś była pewna, że go dokładnie usłyszę, że policzę wszystkie uderzenia, że zadrżę i że się skulę i przyznam ci rację.
Albo murem, za którym wciąż się chowasz.
Potrafiłaś wystrzelić kulę z największej armaty, a potem niczym troskliwa pielęgniarka opatrywać rany.
Złościłaś się, kiedy nie mówiłem nic. Waliłaś w moje szyby, rwałaś firanki. Jak tornado niszczyłaś mój świat. Patrzyłam na ciebie zza przymkniętych powiek. Poddałem się twojej sile, nie chciałem nic zrobić. Miałaś taki piękny ogród za murem...
Kiedy odeszłaś nie zostawiłaś nic. Ani obrażonego wykrzyknika czy zrozpaczonego znaku zapytania. Nawet milczącego trzykropka. Zniknęłaś w pustym okienku i po prostu cię nie ma. Nie wiem jak serca malować na gołych szybach, kiedy nawet firanka moich uczuć nie owiewa. Za oknem pustka.
W tej pustce też jakoś cię nie ma.
A kiedy miejsca na świecie nie znajduje i zbyt grząski grunt pod stopą, na wyciągniecie choćby o jedną minutę... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (3)
To prawda, tak tęsknia kobiety
ten teks to taki rodzaj tesknoty za tęsknotą:-)