Wczoraj pochowałam świąteczne prezenty - książki na półki, zmieniłam pościel na nową, nawet koszulkę śmieszną ciążową włożyłam do szafy. Ciasta świąteczne też już znikają. Nie kuszą, jak zakazany owoc, którego w tym roku nie wolno mi tknąć. Kawałek babki drożdżowej, na którą dostałam specjalne pozdrowienie od lekarza rozpływał się w niedzielę w ustach jak jakaś ambrozja. Poza tym - żelazna dyscyplina żywieniowa. I badanie krwi robione samodzielnie glikometrem.
W brzuchu przewraca się Mały Człowiek. Czasem kopnie mocniej - aż boli. Ale to przyjemny ból, wiem, że tam jest. Jeszcze ma tyle miejsca, żeby się obracać. Ale rośnie i miejsca będzie coraz mniej.
Rodzina dyskutuje między sobą, kto i co kupi. Teraz tematem numer jeden jest wózek. Obie babcie już podzieliły się kosztami, zawarły układy za naszymi - Mamy i Taty - plecami. A mnie taki brak kontroli troszkę denerwuje.
Choć, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie jesteśmy na etapie kupowania ziemi i coraz pilniejszego przyglądania się projektom domów - niech kupują. Koszt wózka to mniej więcej koszt takiego projektu, więc...
Poza tym nie jest źle. Słucham specjalnej płyty "Mozart dla mamy i dziecka". Żeby Maleństwo dobrze się rozwijało. I cieszę się każdym dniem. Choć coraz trudniej założyć skarpetki...
Nagle jakby czasu brak. I weny. I sił nie mam siedzieć przy komputerze i pisać notki na blogi. jeden, drugi,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (4)
Dbaj o siebie i dzidziusia.
Pozdrawiam serdecznie:}}}