Nie chciałam tam jechać. Tak strasznie. Nie chciało mi się myśleć nad tym kursem. Nie chciało mi się myśleć nad zajęciami, sam fakt, że będzie je trzeba poprowadzić wywoływał odruch wymiotny. I co z tego, że przyśniła mi się hohoho temu ogólna koncepcja, skoro do ostaniej chwili nie było wiadomo, że ją zrealizuję. Jeszcze te wszystkie przepychanki, gierki, drobne paranoje, zeby udowodnić, kto jest najlepszy, najmądrzejszy i wogóle naj...
Ale obiecałam. Pojechałam. Byłam. Pierwszego dnia było jak zwykle. Choć zaczęło bawić mnie dekorowanie sali, zabawa w odgrywanie roli dostosowanej do fabuły. I dyskusje z kursantami. Otwarte, swieże spojrzenie... Potem była konferencja, od której chciałam uciec, a która okazała się rewelacyjna. Zwłaszcza rozmowy korytarzowe. I zajęcia wieczorne, kiedy nie wytrzymałam i postanowiłam uzewnętrznić się przed kursantami w momencie ewaluacji. I szybko podjęta decyzja o stuprocentowej obecności na nastęnym weekendzie kursowym. I nocne pisanie konspektu, bo dla kadry kształcącej zajęcia muszą mieć poziom i rewelacyjne przygotowanie. I jeszcze miłe oceny tych zajęć. I wspólne zdjęcie, bo kurs się zintegrował i nie chcieli wyjeżdżać...
Ogromna wdzięczność dla braci, z którymi współtworzyłam caly weekend. I na których zapale można polegać (cokolwiek o sobie nie myślimy;) ). I dla Taty, który mnie "wrobił" w kurs. I który potrafi sprawić, że każdy czuje się wyjątkowo, zę jest miło, wesoło, luźno a jednocześnie profesjonalnie. I który wzbudza uczucia nie do końca jeszcze zrozumiałe dla mnie samej... Ale miło jest.
No i oczywiście podziękowania dla kursantów. Bo pokazali, ze warto się czasem pozażynać dla idei. Na zajęciach o motywacji to oni zmotywowali mnie naprawe. Przykłąd. Wzajemność oddziaływań. Wreszcie powrót uczucia, ze chce się chcieć. Teraz jest znowu lepiej...
Nagle jakby czasu brak. I weny. I sił nie mam siedzieć przy komputerze i pisać notki na blogi. jeden, drugi,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (1)