Dobrego samopoczucia ciąg dalszy. Fajnie jest rano wstać z uśmiechem, nawet o tak dziwnej porze, jak godzina 6.00 (nie jest źle, w końcu to mogła być 5.00, prawda?). A potem w biegu miedzy umyciem się a śniadaniem właczyć komputer i uciąć sobie miłą pogawędkę z dawno niewidzianym kolegą, świętującym dziś od rana Dzień Św. Patryka (jako, ze aktualnie przebywa w Irlandii). Przez niego nie zdążyłam kawy wypić przed wyjściem, ale to nic...
...bo to kolejny powód do utrzymywania dobrego humoru - kwę załatwiłam na uczelni przed zajęciami. Razem z porcją dobrego ciacha. A potem był wykład o futuryzmie połączony z oglądaniem malarstwa futurystycznego (i narodziny pomysłu na artykuł - tylko trzeba znaleźć chwilę). I zajęcia multimedialne z tworzeniem własnej mapy w Google Maps. Powrót do domu, zahaczający o tradycyjny barek na dworcu, gdzie sprzedawca chwalił się zdjeciami swojej małej córeczki (ach!). A w domu słodkie lenistwo połączone ze zniecierpliwieniem dotyczącym zakończenia książki... Chmielewska, jak zwykle dobry humor podkręciła niemal do euforii...
... a potem dwie godizny dyżuru mailowego. Ło matko... Gdyby nie ten dobry humor zestresowałabym się i wkurzała na zmianę sztucznie kreowanymi problemami. A tak? Duuuuuży luz. I spokój w odpowiedziach. I podejście, że przecież nie warto się tak strasznie stresować. Bo po co?
I na dopełnienie miłego dnia herbata malinowa w pomarańczowym kubku w paski. Tym optymistycznym. Życie jest piękne! - to hasło dzisiejszego dnia ;)
Nagle jakby czasu brak. I weny. I sił nie mam siedzieć przy komputerze i pisać notki na blogi. jeden, drugi,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (3)