Dziś dzień pizzy. Co jak co, ale to święto uznajemy;)))) W związku z tym jak rzuciłam hasło "zamawiamy pizzę" większych oporów wśród moich koleżanek nie było. No, ale dla nas to jest baaardzo częste święto. Czasem, aby byc sprawiedliwym robimy tez święto pierogów, albo gyrosa, tak naprzemiennie. pierogi po prostu palce lizać. Nigdy nie lubiłam żadnych skwarek na pierogach, ale te, którymi oni posypują pirogi to po prostu niebo w gębie, delikatne, kruchutkie, chrupiące i wcale nie tłuste...mniam.
Własnie pochłonęłyśmy więc pizzę i teraz się lenimy, choc troszeczkę. Brzuszki pełne, miłe przyjemne ciepełko nas ogarnęło i taka senność leciutka....jak to po przejedzeniu bywa;) Teraz mi się jeszcze drażniąca gardło cola marzy....
A pozostając jszcze przy jedzeniu i smakołykach. Od rana dziś czytałam blog pewnej pary, która podrózuje po Azji. To są znajomi mojej kolezanki z pracy. Alez tam mają owoce, zupełnie u nas nie znane. Albo pyszności typu wąz pieczony na patyku, owoce morza świeżo wyłowione, pieczone czy wedzone świerszcze albo piersi, penisy, jadra i inne takie tam smakołyki...(jadalne jak się okazuje)
Pochłonął mnie ten blog, przygody mają nieraz zabawne, nieraz naprawdę groźne. Ostatnio opisywali jak to na Sumatzre jechali pociągiem nocnym - ok. 20 godz. okazało się, że w pociagu wszyscy śpią. Zdziwiło ich to nieco. Wyszło potem, że chyba w napojach, które sprzedawano były jakieś środki nasenne. i się zaczęło - spora grupa ludzi powoli, bez pośpiechu, sukcesywnie przeglądała bagaże podróżnych wybierając co tam mieli cenniejszego. znajomi byli w strachu, tamci się nimi wcale nie krepowali. W końcu zamknęłi sie w łazience i tam spędzili resztę podrózy.
Ale widoki, to co zobaczyli - nie do opisania. Pojechali oczywiście na własna rękę, podrózują już od października, powrót pod koniec lutego. podziwiam ich, to kompletnie obce kraje, kulturowo, inne jedzenie, inne zwyczaje, zdazało się, ze nikt ni w zab po angielsku sie nie umiał dogadać..zdani tylko na siebie.
I tak czytając marzy mi się taki wyjazd, tyle można zobaczyć. Nie to co wycieczka do pieknego hotelu, gdzie sie ogląda drink bar i basen hotelowy a czasem pojedzie na jakąs wycieczkę. oni obcowali ze zwykłymi ludźmi, chodzili po dzungli, byli na wulkanie (aktywnym). No ale odwagi by mi chyba brakowało. Fajnie tak chociaż poczytać:)))
Dojechaliśmy i wróciliśmy bez żadnych problemów. Panna Młoda wyglądała cudnie, wesele było świetne.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (8)
A co do pociągu to brzmi to jak mój koszmar senny sprzed paru lat... który komuś się właśnie ziścił.
hmm, podrzuc przepis, bo pizzę to ja mogę na okragło jeść, często robię
koszmar, ja czytając już się bałam...
a tak w ogóle to co Ty za koszmarne sny miewasz...brrr
koszmar, ja czytając już się bałam...
a tak w ogóle to co Ty za koszmarne sny miewasz...brrrLadyStardustAż się głodna zrobiłam.. nie na tego węża oczywiście ;))A co do pociągu to brzmi to jak mój koszmar senny sprzed paru lat... który komuś się właśnie ziścił.Sny to ja miewam lepsze niż seriale SciFi czasami, też dobrze że wszystkiego się nie pamięta :D
a taki wyjazd to rzeczywiście ekstremum, ale niektórzy lubią, lubią...;))
pozdrawiam;)
wiesz, ja tez miewam ciekawe;)ale juz koszmary rzadko mi sie snią:))) na szczęście