Kochane Dziewczyny.
Za wszystkie ciepłe słowa wszystkim Wam z serca dziękuję.
Chcę wyjaśnić, że to był nasz wiejski dom, w którym mieliśmy zamieszkać na starość. Gromadziliśmy w nim pamiątki życia, ulubione przedmioty, książki, zdjęcia, płyty. Spędzaliśmy tam każdą wolną chwilę. Na co dzień ja mieszkam w mieście z trójką dzieci i Helenką (syn mieszka już sam), a mój mąż, z racji swojej pracy, mieszkał właśnie w spalonym domu.No i on ucierpiał najbardziej, bo spaliły mu się nie tylko wszystkie ubrania, ale i sprzęt wspinaczkowy, narty, deska snowbordowa i takie tam inne...
No, ale cóż... trzeba żyć dalej.
Wspomnienia mamy w sercu. Nikomu nic się nie stało i to jest najważniejsze. Jest jeszcze domek dla gości i w nim też da się mieszkać. A lodówka, pralka, dvd... to są tylko rzeczy.
Najtrudniejsze - to wytłumaczenie naszemu psu, że nie ma już jego leżanki na ganku.
Święta spędzimy w mieście.
Razem.
I nie będziemy się smucić, bo co prawda los nas nie oszczędza, ale po różnych zawirowaniach życiowych – ciągle jesteśmy razem.
Jutro są moje urodziny... ważne, bo okrągłe. Spróbuję krótko podsumować swoje dotychczasowe życie, ale już dziś wiem, że nie ma w nim czasu na nudę i że nic mnie nie złamie, bo kocham i jestem kochana.
no, więc żywa jestem niezmiennie, niestrudzenie i codziennie. I zamiar mam być - do śmierci. Ciągle coś. Nigdy... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (12)
Tak trzymaj :)
A.
Życzenia będę składać Ci jutro. Promyki słońca ślę :-)
Bardzo Ci współczuję bo wiem, co to jest bezsilność kiedy nagle traci się dorobek życia, pamiątki. Wiem coś na ten temat... .
Pozdrawiam ciepło, spokojnego wieczoru.