Kiedyś, dawno temu zrobiłam w DTS wpis pt. „I uczynił mi raj na ziemi”. Pisałam wówczas o moim mężu, który 30 lat temu, jeszcze przed naszym ślubem obiecał mi, że kiedyś zamieszkamy na wsi, a on zbuduje mi dom marzeń. Że dookoła będzie łąka, na której siedząc sweterki dziergać będę sobie na drutach, słuchać śpiewu ptaków tez będę i patrzeć, jak pasą się nasze kozy. A on... ciągle mój mąż dłubać sobie będzie jelonki z drewna. I dzieci tam nasze będą i wnuki.
I jak postanowił – tak uczynił. Z małą pomocą, jeszcze wtedy nastoletniego syna, własnymi rękoma zbudował dom. Zasadził wokół niego drzewa, kwiaty i winorośla. Zbudował basen
i staw dla złotych rybek.
W naszym magicznym domu cały rok rozpalało się drewnem w piecu kaflowym, siadało na tarasie, sączyło wino, grało w brydża lub szachy i rozmawiało o istocie życia.
Nasz dom miał półki zapełnione ważnymi dla nas książkami, ściany zawieszone zdjęciami z dzieci, szuflady z filmami z podróży. Był też i wielki stół w kuchni, stary adapter „Bambino” z dodatkiem winylowych płyt, pamiątki po rodzicach męża i szafa ze skarbami dzieci.
Tak... to był prawdziwie nasz dom. Nasza opoka.
Był...
... nasz dom spłonął...
no, więc żywa jestem niezmiennie, niestrudzenie i codziennie. I zamiar mam być - do śmierci. Ciągle coś. Nigdy... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (16)