No i doigrałam się!
Dopóty dzban wodę nosi, dopóki ucho się nie urwie. Mam wrażenie, że z moimi „uszami” jest coś nie tak…
Dobrze, że jeszcze dzban nie przecieka…!
Łepek działa znakomicie, jakbym tak sobie kończyny wymieniła, to tak bym sobie pohulała na klawiaturze, że hej!
Póki co poobklejałam się plastrami rozgrzewającymi, które działają też przeciwbólowo i cieszę się jak dziecko, że na dworze nie ma 30 – stopniowego upału, bo „na chusteczkę” mi wtedy to dodatkowe ogrzewanie?
Zastrzyki zadziałały (przynajmniej wiem, że mi czucie w tyłku nie wysiadło), bo na resztę jakoś zbytnio nie wpłynęły.
Cierpliwość, to jest takie coś, co przeciętny, polski pacjent leczący się w ramach NFZ, powinien mieć wypisywaną na receptę przy każdej wizycie. Przy tym leki ogłupiająco – uspokajające, by nie zrobić krzywdy nikomu w poczekalni.
Jako weteran szpitalno – przychodniowy, powinnam już się do tej „egzotyki” przyzwyczaić, ale chyba nie jestem normalna, bo nadal reszta mojego „EGO” buntuje się na te chore procedury, kolejki, zapisy i inne atrakcje. Bieg z przeszkodami, to doprawdy rozgrzewka w porównaniu z maratonem od diagnozy do leczenia. Niejeden pacjent nie doczekał finiszu…
Ostatnio Mężusiowi spuchła noga w kostce, na tyle poważnie, że nie mógł buta włożyć, a zimą w sandałach to tak jakoś niekoniecznie ciepło. Udał się więc do lekarza pierwszego kontaktu. Ten dał mu skierowanie na RTG. Na miejscu okazało się, że zostanie zapisany w kolejce i za 10 dni doczeka się. Mężuś niecierpliwy z natury (a i noga mu trochę dokuczała), więc wysupłał kasę i RTG miał zrobione od ręki. Nic nie wykazało, oprócz krzywego palucha, ale paluch to go raczej nie bolał. Udał się więc z powrotem do „pierwszego kontakta”, który dał mu skierowanie „na przepływy”. Na miejscu okazało się, że takie skierowanie może wystawić specjalista, i że musi wrócić do onego kontakta, po skierowanie do chirurga naczyniowego, a ten (jak uzna za stosowne) – to wystawi to upragnione skierowanie na przepływy. Zniecierpliwienie Mężusia sięgnęło Zenitu, więc wysupłał kolejne bilety Narodowego Banku Polskiego i zrobił upragnione badanie. Ono też nie wniosło nic do sprawy. Zrezygnowany Mężuś przykuśtykał do domu, położył się na kanapie i zakomunikował, że w wobec tego to On będzie umierał, bo medycyna w Jego przypadku jest bezsilna. Smarowałam Mężusiowi kopyto heparyną, Altacetem i to umieranie przeszło mu samo po jakimś czasie. Poczuł się nawet lżejszy…o parę stówek.
I takim optymistycznym akcentem pozostało mi zakończyć, bo stukanie jedną ręka w klawiaturę, bardzo męczy schorowanego człowieka, który wg naszych polskich procedur NFZ, jest NIKIM.
Wpadłam na DTS -y, by coś tam skrobnąć od siebie, ale najpierw zajęłam się lekturą innych wpisów.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (10)
Dwa lata temu, po 12 latach pobytu w USA, też mi noga spuchła w kostce. Pierwszy raz musiałam pójśc do lekarza... Wylądowałam na pogotowiu. Boże, jak oni mnie "leczyli", to woła o pomstę do nieba!!! Siedem diagnoz. Przysłali potem rachunek na 2000$, do tej pory nie zapłaciłam, bo twierdzę, że to amerykańska kompromitacja. Nawet im powiedziałam, że w Polsce za komuny miałam lepszą opiekę...
Dwa lata temu, po 12 latach pobytu w USA, też mi noga spuchła w kostce. Pierwszy raz musiałam pójśc do lekarza... Wylądowałam na pogotowiu. Boże, jak oni mnie "leczyli", to woła o pomstę do nieba!!! Siedem diagnoz. Przysłali potem rachunek na 2000$, do tej pory nie zapłaciłam, bo twierdzę, że to amerykańska kompromitacja. Nawet im powiedziałam, że w Polsce za komuny miałam lepszą opiekę... nie kłam talaga!! przez dwa lata to oni by cie tak ścignęli za ten dług , że płaciłabyś aż by się za tobą kurzyło!!!
Chciałam, żeby wyszło humorystycznie, ale jak to jeszcze raz przeczytałam, to pomyślałam sobie, że ze zdrowiem żartów nie ma.
Masz rację Mira.
W Polsce jest jak jest, ale i tak o Niebo lepiej niż w innych krajach.
Ja się nie spieszę, bo wiem, co mnie powaliło i wiem, co mnie czeka...Nasłuchałam się jednak w kolejkach, jak to ludzie mają "pod górkę" w tak banalnych sprawach, gdy medycyna daje 100% szansę na wyleczenie, byleby diagnoza była szybko postawiona, a z tym szybko jest jednak problem...
Tylko żal mi tych wszystkich, których nie stać, by te chore procedury obejść.
Nie mogę się doczekać, bo i tak inaczej do tego nie da się podejść. Przecież płakać nie będziemy:) Przynajmniej nie na tym etapie!
Mnie plaster przygrzewa i pewnie też coś dodali w nim "od siebie", bo tak jakoś mi wesoło, zupełnie nieadekwatnie do sytuacji, w której się obecnie znajduję.
Póki co, pożyczyłam portki od Starszej i jak nie schudnę od tego biegania po lekarzach, to z ćwiczeń mi ino pozostała rehabilitacja.
Pisałaś kiedyś o leczeniu w Italii, Mira doda coś od siebie, a moją kuzynkę w Anglii na wszystkie schorzenia leczyli aspiryną...
To chyba ja nie mam tak źle i nie powinnam narzekać...
Raczej - mogłabym, al muszę wziąć wolne w robocie, by odebrać jeden wynik. Pocztą wysłać nie mogą, a wyniki wydają tylko wtedy, gdy akurat ja pracuję. Trafilam też do humorystycznego laboratorium - badanie krwi zrobili, wyniku nie odebrałam, bo moge to zrobić tylko w środy i czwartki od 8 do 10 i nic innego nie wchodzi w rachubę.
Pani z laboratorium nie da również rady podrzucić wyniku piętro wyżej, do rejestracji przychodni, skąd mnie skierowano na badanie. To się nazywa: FRONTEM DO PACJENTA! Cóż, żeby chorować... tzreba mieć końskie zdrowie... ale i mnie pociesza fakt, że gdzie indziej jest gorzej
pozdrawiam i zdrowiej Kochana!!!
Nie pierwszy raz tak mnie "siekło", ale wcześniej poddawałam się na jakimś etapie latania po lekarzach, bo nie miałam czasu na takie chorowanie. Zresztą, jak większość. Kiedyś dostałam skierowanie na rehabilitację i zabiegi. Zarejestrowałam się w ośrodku, na wizytę do lekarza ortopedy czekałam 1,5 mies. , potem na zabiegi kolejny miesiąc, a jak się w końcu dostałam, to mnie skreślili z listy, bo nie stawiłam się dwa razy pod rząd (delegacje). I tak wróciłam do punktu wyjścia :)
Obyśmy zdrowi byli!!!