Sypie za oknem, a mnie naszły całkiem śmieszne wspomnienia, które koniecznie muszę zapisać, zanim znowu gdzieś mi umkną.
W pewien zimowy wieczór, sypało tak, że świata nie było widać na kilka metrów, a Mężuś właśnie wracał wtedy do domu, ze służbowych wojaży. Dzieci już poszły spać, a ja czuwałam przy świecach, bo jak to z nieszczęściami zawsze bywa chodzącymi parami – prądu nie było w całej dzielnicy. Dawno po północy, przychodzi Kudłaty i oznajmia w charakterystyczny dla siebie sposób, że on koniecznie i natychmiast musi wyjść ( no to nieszczęścia w tym wypadku chodziły tercetem, bo nie dość, że noc późna, latarnie nie świecą, to jeszcze śnieg tak wali, że widoczność zerowa).
– No dobra, facet (zawsze tak mówię, gdy mężusia nie ma w domu, bo wtedy Kudłaty jest jedynym przedstawicielem płci męskiej), poznaj moje dobre serce, chodź.
Ubrałam się ciepło, chwyciłam latarkę i panel sterujący do psa i powolutku, po schodach udałam się na ten nieszczęsny spacer. Smycz się rozwinęła do końca, pies biały, śnieg biały, ciemności egipskie i ja sama na ulicy. Tak jakoś niepewnie się czułam, więc idąc gadałam do psa, by dodać sobie otuchy. W pewnym momencie, pies skręcił gdzieś w krzaczory, szarpię smyczą, a tu opór czuję.
– Facet, ty mnie nie denerwuj – mówię w kierunku krzaczorów – lej szybciej i wyłaź, bo i tak cię nie widzę, ale wiem, że tam jesteś. Jak zaraz nie wyjdziesz, to pójdę po ciebie, a wtedy to ci takiego kopa zasunę, że latać się nauczysz!
Nagle coś się poruszyło w krzakach. Wybiega z nich facet i krzyczy:
– Już idę, już idę, nie trzeba się tak denerwować.
Coś tam jeszcze mówił, ale to już nie nadaje się do zacytowania.
Kudłaty wyleciał za facetem, a ja nawet nie wiem jak i kiedy znalazłam się w domu. Po ciemku, bo latarkę zgubiłam ze strachu. I tak jak obiecałam chyba fruwał, bo razem wpadliśmy do domu.
Wpadłam na DTS -y, by coś tam skrobnąć od siebie, ale najpierw zajęłam się lekturą innych wpisów.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (7)
Ależ Ty masz talent do pisania.! Jakbym tam była i wszystko widziała. xoxoxoxoxo