Jak jest święto, to święcić trzeba...
Wczoraj obchodziliśmy Dzień Mężczyzn, Dzień solidarności z Tybetem, czy 40 -stu Męczenników.
Moje dziewczyny stwierdziły, że upieką ciasto, bo okazja jest ku temu wielka, jak i potrzba świętowania. Jak powiedziały, tak też zrobiły.
Wchodzi Mężuś po pracy do domu, a tu Młodsza chaps za torcik i biegnie przywitać ojca po staropolsku.
- A co to za święto? - pyta zaskoczony Mężuś, bo torty to on preferuje, ale przełożone śledziem, albo ogórkiem kiszonym.
- Jak to, nie wesz? - odpowiada zorientowana w temacie córka - 40 Rozbujników!
- Wychodzi na to, ze Ty jesteś Alilbaba - dopowiada wyraźnie ubawiona Starsza.
Tak to jest, gdy jak jest potrzeba świetowania, to i święto się znajdzie.





Wasze komentarze