Wczoraj dowiedziałam się, że takie święto istnieje. To dobrze się składa, bo jest nowa okazja do zabawy. Położyłam się spać z nadzieją, że wymyślę jakiś oryginalny prezent, taki „z przytupem”. Rano obudziłam się spanikowana, bo czas naglił, a ja nie miałam żadnego pomysłu. Powlokłam się do kuchni, by zrobić sobie kawkę, po drodze podniosłam satynowy szaliczek, który wystawał z rękawa płaszcza i…. dostałam olśnienia!
Zawiązałam sobie ten szalik w pasie na gustowną kokardę i wróciłam do sypialni.
– Wstawaj – pacnęłam Mężusia delikatnie – wstawaj, prezencik na ciebie czeka – kusiłam dalej
– Jaki prezent, Kobieto? – zabulgotał
– Otwórz oczy, to zobaczysz – mruczałam – Dzisiaj jest Dzień Mężczyzn. Jak wrócisz z pracy, będę czekać. I świece będą i kolacyjka…
– A co na kolację? – wypalił, jakby nie słyszał mojego gruchania.
– Jak to co? Specjalność zakładu. Kiełbacha z cebulą i piwo! – odwiązałam szaliczek i tupiąc okrutnie pomaszerowałam do kuchni po kawę.
– Ja dzisiaj solidaryzuję się z Tybetem i mogę wrócić później – usłyszałam, gdy wychodził.
Wpadłam na DTS -y, by coś tam skrobnąć od siebie, ale najpierw zajęłam się lekturą innych wpisów.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (6)
pozdrawiam