Byłam z wizytą u kuzynki, która ma roczne dziecko, moją chrześnicę. Przyglądałam się małej z ciekawością i porównywałam sobie jej zachowanie z zachowaniem moich dzieci, gdy były w podobnym wieku.
– Co ją tak lustrujesz? – zapytała kuzynka, bo wie, ze ja jestem przewrażliwiona na punkcie dzieci (niejednemu już „wynalazłam” chorobę, która niestety potwierdziła się w badaniach).
– A nic, spoko, usiłuję sobie tylko wyobrazić, co z niej wyrośnie – odpowiedziałam.
– Jak to, co? Kobieta! Taka jak ty, czy ja – nie dawała za wygraną kuzynka.
– No wiesz, ale ja się zastanawiam, jeśli ona wda się w chrzestną, to na stare lata będzie nadal łykać jak niemowlę i do tego może mieć dwie lewe ręce – mrugnęłam, bo kuzynka wie o wizycie u dentysty i o moich problemach prawa – lewa.
– Przecież ty masz dwie prawe, po swoim ojcu, twoja starsza córka też, z kolei po tobie – prostowała kuzynka.
– No właśnie, u nas to dziedziczne, a jeśli tak się sprawy mają, to Mała nie będzie podobna do ciotki. Nie martwmy się na zapas, będzie, kim będzie, też ma co po was odziedziczyć – powiedziałam uspokajająco.
– Jak już ma coś dziedziczyć, to żeby nie załapała się na ostające uszy po ojcu. A tak na serio, to czy ci w czymś przeszkadza, no wiesz te dwie prawe/ lewe ręce? – dopytywała się kuzynka.
– No teraz to już chyba nie, ale wcześniej, to nie było lekko, ani mnie ani mojej Starszej.
– Mała, albo po mnie będzie praworęczna, albo po ojcu – mańkut – rzuciła kuzynka i spojrzała na dziecko, które właśnie chwyciło nasze łyżeczki do herbaty i zaczęło nimi energicznie mieszać w misce, obiema rękami, na wszystkie możliwe strony – do środka, na zewnątrz, w lewo i w prawo.
– No moja krew – krzyknęłam, aż Mała podskoczyła – a mówią, że dzieci nie dziedziczą niczego po chrzestnych. Teraz jeszcze to łykanie i będzie komplecik!
Jesteśmy z Mężusiem chrzestnymi dzieci jego siostry. Tam, dla odmiany, jak coś chłopaki zmalują – to rodzice zwykli zawsze mawiać: „po chrzestnych to mają”, a ja za piernika nie mogę sobie przypomnieć, żebyśmy kiedykolwiek wykazywali jakieś podobieństwo w tym kierunku.
No cóż, ja z kolei cieszę się, że nasze dzieci nie są podobne do swoich chrzestnych, bo nie darowałyby nam tego…
Wpadłam na DTS -y, by coś tam skrobnąć od siebie, ale najpierw zajęłam się lekturą innych wpisów.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (8)
Bo wiadomo, że po rodzicach dziedziczy się same dobre, a po chrzestnych wszystko co najgorsze.
Chociaż, wiele mam naszych mężów twierdzą, że wszystko co złe to po mamusi, a co dobre - po tatusiu.... .
Buziaki.
Pozdrawiam
A.
Pozdrawiam
A.Jak to dobrze, że nie jestem osamotniona! Ja piszę nawet ładnie, ale zawsze miałam problem, którą ręką się za to pisanie zabrać. w podstawówce nagminnie pisałam pismem lustrzanym - teraz to sobie tak popisuję, gdy chcę coś zaszyfrować. Gorzej, gdy muszę szybko za coś chwycić, a podczas pieczenia ciasta jedną ręką ubijam pianę z białek, a druga kręcę żółtka...Jest przy tym zabawa...
I coś w tym dziedziczeniu jest, bo jak moje dziewczyny zrobią coś, co się Mężusiowi nie bardzo podoba, to zwykł mówić :"No i po kim to mają, ciekawe?".
Jinpousen, ja w końcu wypracowałam sobie takie odruchy - jedne czynności wykonuję prawą - inne lewą, a resztę, jak się uda...a w samochodzie...sama wiesz - bardzo się pilnuję.