Wpadłam na DTS -y, by coś tam skrobnąć od siebie, ale najpierw zajęłam się lekturą innych wpisów. Spróbowałam skomentować, ale doszłam do wniosku, że w moim przypadku na komentarz miejsca mało, ja się opiszę, natrudzę, napocę, a potem to wszystko w kosmos gotowe wywalić i kląć zacznę siarczyście pod nosem, tym samym wpisując się w grono niezadowolonych „dziennikowniczek”.
Przypomniałam sobie drogę, jaką przeszłam od grzecznej dziewczynki (która językiem literackim zwykła się wypowiadać, gdyż z domu takie wychowanie wyniosła), aż do dojrzałej kobiety, która niejednym już „tekstem” w życiu rzuciła (nie ukrywając przy tym dzikiej przyjemności z używania takiego nieparlamentarnego „tekstu”).
Jak to zawsze w takich sytuacjach bywa, zadziałało wkurzenie wielkie, które nijak nie miało ujścia, a ja nie potrafiłam nawet tego opisać grzecznymi słowami. Pomogła mi koleżanka, podsuwając jedno niegrzeczne słówko. Użyłam je sobie świadomie, w wzburzeniu wielkim, z przytupem i…zadziałało znakomicie, gdyż tym jednym, niegrzecznym słówkiem wyraziłam to, co normalnie opisywałabym przez piętnaście minut. Ale najważniejsze, co mnie osobiście zaskoczyło, że zadziałało ono, jak „abrakadabra” – przeklęłam i…emocje opadły, całe moje zagotowanie gdzieś się rozpłynęło. Tak mi się to spodobało, że używałam sobie „abrakadabra” często, bardzo często, coraz częściej. Jak to z nałogiem bywa, wymykać się spod kontroli lubi. W domu, przy dzieciach – luzik, w pracy luzik, ale prywatnie – fajna sprawa.
No nie do końca. Kiedyś rozmawiając z moją mamą i Jej bardzo uczonymi koleżankami, użyłam tego „abrakadabra” i…zobaczyłam twarze tych kobiet w sile wieku. One nie miały do mnie pretensji, że używam takiego właśnie języka (no, poza moją mamą oczywiście), one poczuły się obrażone, że w ich obecności, ktoś tak zaniża poziom rozmowy. Pamiętam swoją refleksję. To, że ja cierpię dziką satysfakcję i odprężenie, po jednym magicznym słowie, to nie znaczy, że słuchający też muszą.
Zweryfikowałam swoje słownictwo. Dom wolny od przekleństw (wiadomo, dzieci, ale też nie mogłam tego zrobić Mężusiowi, bo On zakochał się w dziewczynie z zasadami i niech tak pozostanie), w pracy – wiadomo, znajomi – w zależności od sytuacji (ale jak Mężuś nie słucha), no i w końcu moje kumpele – one mogą, to ja też.
Tak postawionych obostrzeń trzymam się (chyba, że warknę sobie coś tam pod nosem w samochodzie, ale to tylko ja słyszę i jest OK) .
System działał bez zarzutów, aż do momentu, gdy moja kumpela o góralskim temperamencie i słownictwie, nie wyjechała za granicę. Nasze rozmowy przeniosły się na GG (Skąpe nie wchodził w grę). Waliłyśmy odtąd w klawiaturę, opowiadając sobie historie, które nam życie pisało. System działał świetnie, aż do momentu, gdy R. przeklęła sobie siarczyście (tak zresztą, jak zawsze, gdy rozmawiałyśmy w realu). Coś zazgrzytało, ja też dopisałam swoje „abrakadabra”, po czym obydwie, prawie równocześnie stwierdziłyśmy, że to nie to samo. Jakoś tak nie wygląda…
Dało mi to do myślenia, tym bardziej, że Młoda w krótkim czasie przyniosła mi ze szkoły „parę magicznych słów”. Oj, odbyła długa rozmowa matki z córką. Teraz Młoda się pilnuje, a ja tym bardziej.
Nie jestem za całkowitym zakazem „używania magicznych słów”, sama wiem, że czasem jednym słowem można wyrazić więcej, niż kilkuzdaniowym elaboratem, ale już wiem, że nie wszędzie ta „magiczność” jest dobrze przyjmowana. Ja nawet pisząc doopa (bez tego czasem nie da się czegoś dosadnie opowiedzieć), mam wrażenie, że może znaleźć się ktoś czytający, kogo mogę urazić tym zawoalowanym słownictwem.
To jest mój komentarz, który w małym okienku nie chciał się zmieścić J
Wpadłam na DTS -y, by coś tam skrobnąć od siebie, ale najpierw zajęłam się lekturą innych wpisów.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (24)
Lucia, na technikę są mocni - niestety nie w DTS i pzrez to ta cala zadyma ze słownictwem .
Kiedyś Mężuś chcąc zwrócić Młodej uwagę, by podziękowała za coś, powiedział w jej kierunku:" ...a może jakieś magiczne słowo?" Młoda mu odpowiedziała: "abrakadabra, może być?". Innym razem, Mężuś przeszkadzał mi okrutnie w jakiś pracach w kuchni i w końcu wypaliłam w jego kierunku: "abrakadabra mi stąd, ale już! Odtąd w domu używamy takiego oto zamiennika...i to by było na tyle.
ejka, nie przejmuj się to nie kwestia - nowe stare. ;D
ejka, nie przejmuj się to nie kwestia - nowe stare. ;Dnie przejmuję się...zaczyna mnie to zwyczajnie bawić...jeden tytuł a zamętu na cały dzień :))
MOtyla noga, he, he
Pozwolicie Panie, że odpowiem Wam hurtowo
- wpis dotyczył tego, że złościć też się można, tak, by nie urazić kogoś. Czasem Motyla Noga, jest bardziej na miejscu niż dosadne K. Miłe panie, TS jest stworzony dla osób z klasą. Szanuję czytelniczki, dlatego nie pozwalam sobie na schodzenie poniżej pewnego poziomu, gdyż uwłacza to ich inteligencji i mojej przy okazji. Świadomie wybrałam DTS na swoją radosną twórczość, mam zamiar ją nadal uprawiać, nawet jeśli niektórzy nic z tego nie zrozumieją. No cóż, ja poziomu nie zniżę i nie będę się angażować w niejasne sytuacje.
Na merytoryczne uwagi, będę odpowiadać, ale wszelkie inwektywy pod moim adresem, wybaczcie Panie, ale zostaną z mojej strony zignorowane.
PS
Bardzo lubię filmy Barei i przez wrodzoną grzeczność, nie będę Pań do nikogo z bohaterów tych filmów porównywać.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Juz wyobrażam sobie jak zareagowałabyś u lekarza, który kazła by ci zrobić analizę kału, albo pobrać wymaz z pochwy! A pfuj! Motyla noga :D