Wybrałam się wczoraj na zakupy. Wsiadam do samochodu ( kurczę, brudny, że aż koloru nie widać, trudno, przemęczę się, może Mężuś domyśli się sam), jadę pod market. Szukam miejsca do parkowania ( wszyscy akurat teraz zakupy robią), dopiero z tyłu sklepu znalazłam jedno miejsce na uboczu. Zaparkowałam elegancko, wysiadam, a tu panowie (takie Towarzystwo Amatorów Tanich Trunków) śmieją się głośno, tak, jakby ze mnie. Oglądam się, poprawiam kieckę, niby wszystko w porządku, a oni dalej rec czytaj więcej »
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.