Po raz pierwszy od dłuższego czasu wróciłam do domu ostatnia. Otwieram drzwi i nic! Cisza! Co u licha, nikogo nie ma w chałupie o 18,30 oprócz psa? A właśnie, dlaczego Kudłaty nie skacze ze szczęścia? Przecież cały dzień byłam poza domem. Jeśli niemrawe merdanie ogonem są jakimi kolwiek oznakami szczęścia, to ja dziękuję za takie przywitanie! Kudłaty nawet nie podniósł tyłka z posłania, nawet nie spojrzał na mnie (no, może i gapił się, ale jest tak zarośnięty, że trudno cokolwiek zarejestrowa czytaj więcej »
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.