Obiecalam przepis to mimo poznej pory - prosze jest. Jest to troche inny sernik. Wymaga wiecej pracy ale, jest pyszny. Ja dzisiaj upieklam go z wloska ricotta, ale zdecydowanie wole z polskim twarogiem- pelnotlustym zreszta.
To moze najpierw skladniki:
1,5 szklanki maki
1,5 szklanki sukru ( ja dalam mniej, bo ricotta jest slodka bardzo )
3 lyzki wody
3 lyzki kakao
1 kostka masla lub margaryny ( ja na masle )
proszek do pieczenia
cukier waniliowy
4 jajka
Masa serowa
50 - 70 dkg sera ( wzielam 7o )
4 jajka
1 szklanka cukru
0,5 kostki masla ( 125 g )
wiorki kokosowe - posypalam kuleczkami czekolady bo wiorkow nie mialam.
Maslo, cukier i cukier waniliowy, kakao i 3 lyzki wody gotowac przez 5 minut w duzym garku, bo po wystudzeniu trzeba dodac 4 zoltka ( po jednym ) wymieszac i odlac pol szklanki masy.
Dodac przesiana make z proszkiem , wymieszac i polaczyc z piana z bialek ubita na " sztywno".
Kiedy masa stygnie w misce utrzec ser i zmiksowac z calymi jajkami, maslem i cukrem.
Ja rozpuscilam maslo do gestej konsystencji.
Mase kakaowa wylac do formy ( spora ta forma musi byc ), Ser mozna wymieszac ze skorka pomaranczowa lub rodzynkami ). Moj sernik ze skorka, ktora od dwoch tygodni namietnie smaze i wkladam do sloikow.
Na ciasto wylozyc ser i wstawic do goracego piekarnika. Piec okolo godziny.
Dlaczego zatapiany ?. Ano dlatego, ze ser schodzi czesto na spod a ciasto ciemne wychodzi do gory.
Po upieczeniu odlana masa smarujemy gore sernika i posypujemy kokosem.
Tak wygladal po upieczeniu.
a tak kiedy zostal napoczety po kolacji.
Jeszcze troche za swiezy i zle sie kroil. Najlepszy, jest nastepnego dnia.
Moze doczeka.
A teraz opowiastka rodzinna. Ten sernik skojarzyl mi sie z dzisiejszymi imieninami mojej babci, ktora nosila straszliwe imie ( niecierpiala go ) Apolonia. Nikt tak do niej nie mowil , nazywano ja Pola.
Ale 9 lutego w dniu sw, Apolonii patronki od bolu zebow, imieniny obchodzila.
Jest w albumie rodzinnym zdjecie kilku pan w futrach i lakierowanych pantofelkach. Panie maja tak na oko 80 kg i plus.
To zdjecie z imienin babci, Zima byla ponoc straszliwa i sniegu moc. Dom dziadkow byl na wsi na wzgorzu.
Wykopany tunel byl za waski dla san ( bo saniami przyjechali goscie ) i trzeba bylo konie zostawic w karczmie w sporej odleglosci od domu. Dom dziadkow to byl dom oficerski i dlatego przyjechalo sporo oficerow z zonami.
Zeby panie nie odmrozily nozek, panowie na rekach zaniesli panie domu. Tak opowiadala z leska w oku moja babcia w temacie " za moich czasow to byli gentelmani ".
Gentelmani tez, ale jakie musialy byc krzepkie chlopy. 80 kg i plus i jeszcze futro. Zapomnialam tylko zapytac czy niesli swoja zone czy zone kolegi.
A teraz mowie wam dobranoc,
" · Zapytano mistrza, czy należy odpłacać dobrym za złe. Mistrz odpowiedział: - Jeśli będziemy dobrym... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (16)
Link do bloga przeslę na priv.
buziaki
ja sernikowa panna jestem, z przepisu skorzystam.
pozdrawiam,