wczoraj w nocy wielka kłótnia z Wilczkiem, oczywiście z powodu mojego alkoholizmu. oczywiście ja zalana w trupa, totalnie się nie kontrolowałam. myślałam, że to już koniec.. ale rano emocje opadły i trochę to połataliśmy.. nie wiem na ile i jak.. ale nie chcę tego stracić. to jedno bardzo silnie dotarło do mnie rano... nie mogę tego stracić. może teraz ten czas, kiedy będziemy osobno trochę da nam ochłonąć i pomoże to jakoś poukładać.
jutro muszę znaleźć książki do pracy, no i zadzwonić o terapię odwykową.. to rzeczywiście niszczy mi życie. niszczy mi życie, niszczy mnie... już dłużej tak nie mogę. boję się, że przez to stracę tą najważniejszą rzecz i nie będzie odwrotu. już czuję, czuję jak bardzo zawodzę, daje plame na całego. oczywiście wina nigdy nie jest jednostronna i w tym przypadku także tak jest, ale czuję, że strasznie nawalam. i wiem, że on tego nie skończy, bo mnie kocha, ale czuję jak podkopuję jego zaufanie, wiarę i wszystko to, co jest między nami. a przecież ja też go kocham. tym co stoi między nami jest alkohol i boję się tego.
ręce mam całe zmasakrowane, nie brałam leków od jakiegoś czasu. przedwczoraj znów najadłam się i wymiotowałam. teraz nawet nie mam siły wstać i iść pod prysznic.
tak myślę, to nie jest najszczęśliwszy czas w moim życiu.
czasem się zastanawiam, czy to życie jest takie trudne czy ja taka miękka..?
Wilczek pojechał do wujków. do domu za drogo. ja pojadę jutro. nie cieszy mnie jakoś perspektywa świąt, mam serdecznie dość rodzinnych spędów, mojej rodziny i domu.. chciałabym odpocząć, iść spać i po prostu spać spać spać w ramionach Wilczka.. wiosna też mnie jakoś nie cieszy. może po prostu najłatwiej byłoby zwariować i dać się zamknąć. ale nie mogę... po prostu nie mogę... nie mogę sobie na to pozwolić. całe życie to upadki i powstawania z nich.. wciąz jest źle. źle źle źle. aż odechciewa się żyć... i żyje się dalej. mogłabym nałykać się tych cholernych tabletek, ale dziś mnie nikt nie odratuje. a przecież to, że nie mam siły żyć, nie znaczy wcale, że chcę umierać.. a nawet jeśli chcę, to nie mogę.
musze być silna, muszę, wcale nie chcę iść do szpitala. nie teraz. najpierw musze zaliczyć ten rok. najpierw muszę przejść terapię odwykową. i dopiero na półroczne leczenie na odziale zamkniętym...
ale teraz musze dać radę. chociaż nie mam już siły...
cztery ważne punkty: 'zdecydowałam - przestaje brać leki. stopniowo. zobaczymy jak to będzie.. 'moje ciało to... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (6)
serdeczności posyłam
Wiara czyni cuda.
Tym bardziej trzymam za Ciebie kciuki. I za Was oboje. I za Twoje egzaminy.
Pozdrawiam cieplutko.
Hania bardzo dobrze mówi - piszesz o swoim problemie więc to jest początek tej drogi. Nie zamiatasz pod dywan i dobrze. Kuracja jest podstawą ale będzie dobrze, dobrze - jak pisze Korki - gdy Ty będziesz chciała. Chciej!!!!!!
I tego Ci z całego serca życzę!