Budzę się rano, słoneczka brak. Ale dzionek i tak zapowiadał się sympatycznie. Odprowadziłam starszaka do szkoły i hola do miasta na zakupki. Choć wizja stania w księgarni, w milionowej kolejce nie napawała mnie optymizmem, to myślałam już o czekającej mnie miłej stronie medalu...rajdzie po sklepach z ciuchami. Co prawda wybrałam złą porę na jazdę autobusem... przed południem autobusy są wypełnione po brzegi seniorami... stoję, słucham różnych narzekań na stany zdrowotne pasażerów, aż tu nagle coś niesamowitego... wsiada seniorka z laseczką i od wejścia krzyczy:- Proszę dla mnie miejsce zrobić bo cała połamana jestem. Przyglądam się dalej całej sytuacji i śmiech we mnie wzbiera . Ów seniorka siada sobie na wcześniej opuszczonym miejscu i zaczyna opowieść, chyba do ogółu pasażerów. -Wyobraźcie sobie Państwo, że biegam tak po mieście od 6 rana, w trzech kościołach byłam, ale wcześciej na dwóch targowiskach, bo kwiatki trzeba było na ołtarz kupić i teraz jeszcze na cmentarz, na drugi koniec miasta jadę do znajomej. Ja wcale się tej seniorce nie dziwię, że połamana.
Zakupki baaardzo udane. Kawka z psiapsiółą na mieście podziałała kojąco na moje ostatnio kiepskie samopoczucie.
Reszta dnia minęła jakby z bicza strzelił. A. wrócił z pracy w nawet dobrym nastroju, więc i mnie się humorek utrzymał do samego wieczorka...a ostatnio z tym kiepsko...
I na wieczór niespodzianka, przyjechała sister z moją rozbrykaną chrześnicą. Zostają na noc, więc pogaduchy pewnie skończą się przed północą.
Papatki:)
Tyle czasu mnie nie było na wortalu, że aż nie wiem od czego mam zacząć pisać. W sumie zawsze pisze to, co w... więcej
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (1)
A raz to dwóch dziadków robiło wyścig do miejsca w tramwaju. Jedne miał laskę drugi nie. Ten z laską prawie ją rzucił na to wolne miejsce a ten bez usiadł z wyskoku na to miejsce i laskę :D Się uśmieliśmy z innymi pasażerami :D:D