Wczoraj postanowiłam, że niedzielny ranek śpię. Oczywiście udało mi się to aż do 6,10 kiedy moje dzieciaczki zaświergotały, że już jest jasno i pora wstawać. Kurcze ile to jeszcze potrwa nim one zrozumieją, że jeśli jest jasno, nie oznacza to wcale konieczności wynurzania się spod kołdry. Czy ja zawsze muszę słyszeć trel pierwsszych ptaków? No, ale przebrnęłam przez śpiący poranek, z kubkiem kawy oczywiście (to już jest chyba uzależnienie) i reszta dnia jakby przepłynęła niepostrzeżenie. Obiadek, spacerek, trochę śmiechów i zabawy. Teraz wszyscy śpią, a ja snuję refleksje nad tym co było, nad tym co jest i nad tym co będzie:)
Tyle czasu mnie nie było na wortalu, że aż nie wiem od czego mam zacząć pisać. W sumie zawsze pisze to, co w... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (1)