Dziś odważyłam się uruchomić komputer po kilku dniach nieobecności. Ostatnio otrzymałam maila... bardzo głębokiego maila... od mojej szkolnej miłości, wiele wspomnień odżyło, nasunęło się wiele refleksji. Musiałam przez kilka dni to przetrawić, dlatego dopiero dziś tu zaglądam. Wkońcu to nie grzech pomejlować ze starym znajomym, nawet, jeśli kiedyś był kimś więcej niż znajomym. Znalazł się w totalnym dole i chyba szuka przyjacielskich słów.
Ostatnio spadło na moją rodzinkę tyle problemów, że chyba nic złego już nie może się wydarzyć...limit nieszczęść wyczerpany na następnę 10 lat...chociaż niczego nie można być pewnym...nie wiemy co tam na górze jest nam przypisane. Jak się wali to na całego i ... jak zwykle, gdy kłopoty, to wszyscy odwracają się na pięcie i odchodzą, radź se sam...w takich chwilach poznajemy ludzi, okazuje się kto tak naprawdę jest wart naszej przyjaźni...nieliczni.
Narazie tkwimy w martwym punkcie, ale wiem, ile warta jest miłość, mąż, dzieci, rodzina... na sobie możemy polegać, bo w najcięższych momentach się wspieramy i chyba to nas jeszcze bardziej scala.
Zawsze byłam babą z jajami, wiedziałam, że liczyć trzeba przede wszystkim na siebie, a wczoraj gdy totalnie się posypałam emocjonalnie, usłyszałam od A., że nawet jak będzie się waliło i paliło, my sobie poradzimy, bo się kochamy. Kurcze jak w obliczu różnych sytuacji życiowych człowiek potrafi się otworzyć, zmienić?
Za 2 dni nasza 5 rocznica ślubu...zobaczymy co los przyniesie...
Tyle czasu mnie nie było na wortalu, że aż nie wiem od czego mam zacząć pisać. W sumie zawsze pisze to, co w... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (2)