Lucia, ponieważ komentarz do twojego wpisy byłby za długi, robię więc osobny wpis...
Tak jak napisałam pod twoim wpisem, problemy nie wynikają z różnicy zdań, ale z braku dystansu pomiędzy światem rzeczywistym, a wirtualnym. Są tu dziennikowiczki (na szczęście niewiele), które są modelowym przykładem teorii Carla Rogersa; Według niego częstym zjawiskiem w Internecie jest manipulowanie własnym obrazem, szczególnie przez osoby niezadowolone z własnego życia. Możemy u nich odnotować tendencje do prezentowania się w lepszym świetle. Dzięki temu zabiegowi osoby te mogą stać się, chociaż na chwilę tym kim chcą być naprawdę. Spełnić swoje marzenia i przenieść pragnienia ze świata rzeczywistego do wirtualnej „holokabiny" (miejsce, gdzie każdy wymyślony przedmiot, czy sytuacja staje się rzeczywistością). Ten zabieg również jest często początkiem uzależnienia, ponieważ użytkownik bardziej utożsamia się z postacią, którą wykreował w internecie, niż tym, kim jest w świecie rzeczywistym. W Internecie dzięki swoim umiejętnościom, wiedzy, lub innymi zdolnościami jest wstanie zdobyć uznanie, pracę, szacunek i inne wartości. Wartości, których nie ma w życiu codziennym, ponieważ może przykładowo być niespełniony zawodowo, lub niedoceniany przez bliskich. Internauta dokonuje wówczas pewnego rozdzielenia osobowości (osobowość mnoga?) poprzez kreację nowej. Gdy bardziej utożsamia się z osobowością wykreowaną w wirtualnym świecie - naturalnie bardziej ją docenia, poświęca więcej czasu i w rzeczywistości staje się bardziej swoim Ja wirtualnym - żyjąc w świecie Internetu egzystuje, jako ta osoba, którą zawsze chciał być. Inny psycholog Pennebaker twierdzi, że nawet ujawnianie intymnych i często wstydliwych informacji innym osobom staje się korzystne dla psychicznego dobrostanu takiej osoby. Kreuje ona w ten sposób wizerunek osoby otwartej i uczciwej.Każda krytyka dokonywana przez wirtualne osoby traktowana jest jako prawdziwa życiowa porażka, jako realny ATAK
Mój mąż powoli zaczyna się pakować. Specjalnie mu w tym nie pomagam, bo w pakowaniu walizek nie jestem... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (12)
satine, wg tego amerykańskiego psychologa, niebezpieczny staje się fakt, że taka osoba emocje ze świata wirtualnego projektuje na swój świat realny. To rodzi agresję i poczucie krzywdy, które nigdy nie może zostac "wynagrodzone", bo przez kogo? przez jakiś nick z internetu? Automatycznie rodzi się syndrom ofiary.
jak zwykle sa plusy i minusy ... ale nic nie zastapi mi ksiazki ... takiej normalnej ... z ktora mozna sie polozyc na kanapie ...
no nieźle:)
Greta nie przepisywałam żadnego artykułu z internetu. Mc Kenna i Bragh dostosowali po prostu teorie Ja Rogersa" do problemów związanym z interetem.
To, że wątpisz w to czy jestem psychologiem..? Cóż masz prawo, przecież to świat wirtualny i tak naprwdę do końca nie wiadomo kto kim jest.