zasiadam. przychodze z domu do pracy i zasiadam wygodnie w swoim nowym fotelu. bo czym zaczynam z wolna poruszać się po działach... stopniowo coraz dalej i bliżej wyjścia. pamiętam pierwsze wejście na to piętro trzecie, tą windą iście biurową, gdzie ludzie mile mówią do siebie "dzień dobry, jaka dziś pogoda, prawda? i miłego dnia" eh wszystko musi odbyć się szybko, bo biurowiec jest zaledwie 4 piętrowy. Dalej 30 metrów korytarza. droga ewakuacji bardzo ograniczona, szczególnie że wszystkie drzwi otwierają się do zewnątrz... pokoje to właściwie boksy, po pierwsze maluśkie, po drugie przeszklone. na samym środku mała ja. spędziłam tak 9 mięsięcy. może czas się zbierać samemu?! chyba nie mam odwagi na bycie bez tej marnej wypłaty ale jednak comiesięcznej. pamiętam wakacyjne początki, gdzie wszyscy po koleji szli na urlopy a mi nic się nie należało. pamiętam pierwszy dzień wolny i wyjazd do wilna z siostrą i ówczesnymi chłopakami. urlop i wyjazd miał zadanie naprawić zło we mnie i na świecie, jednak nie podałał. siedzenie w prawie wszytskie soboty wrześniowe w pracy też są w mojej głowie. teraz podziwiam siebie że tak bez gadania potrafiłam tyle z siebie dać. <ale to chyba zapał początkującego, i że nowa praca na początku cieszy<?!> no przynajmniej interesuje> przykładałam się bardzo różnie, przychodziłam nie wyspana i narzkałam, nie robiłam całkiem nic i odwrotnie. poznałam ludzi, byłam na paru imprezach, wymieniłam się numerami telefonów i filmami, kłótnie, uśmiechy. ubieranie choinki, spotkanie wigilijne. długi urlop po świętach. później jakieś dwa miesiące w ogóle będąc nie obecna myślami w pracy. no i teraz, robiąc rachunek sumienia przed-ostatniego dnia w pracy. około 15 wstałam i poszłam do szefa. wchodzę, pytam czy poświęci mi chwilkę a on tonem zmęczonego zmaltretowanego człowieka rzecze "PAMIĘTAM..." zabrałam się szybko i wyszłam. nic tam po mnie. akcja jest następująca jeden do jednego. jeden chce żebym została, drugi nie koniecznie. wniosek, jest taki, że zostane pewnie, ale atmosfera zostanie bez zmian... usłyszałam dzisiaj tylko, że mam w jednym na prawdę bardzo duże poparcie, bo wnioskuje o to, żebym została z umową na czas nieokreślony... oprócz tego stwierdza bardzo stanowczym tonem, że nie chce widzieć na oczy dziewczyny, na miejscu której jestem. wniosek jest taki, że jeszcze się taki człowiek nie urodził, co by im obu jednocześnie dogodził.
o 15.30 wstałam z zasiedziałego fotelu i wróciłam do domu, gdzie przesiaduje również.za chwil pare pójdę leżeć. . .
wybraź sobie, że dostałam tą pracę. w tym radio! buahahaha im mniej się do czegoś przykładasz,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze