witam Luty! przyszedł luty włóż ciepłe (zimowe) buty! ha ha ha nie pora na kręcenie się w karuzeli, choć nucę. sama do siebie. nie przyznaje się, bo sama nie lubię jak ktoś mi nuci... nieznucę, nieznoszę! przymierzałam się do układania wpisu już wczoraj. ale zagadywał mnie kolega norge. 'czy dla dwóch różnych planet jest przewidziane spotkanie?' nie wnikam. zadaje pytanie. odpowiadam. pytam. odpowiada on. igram. nie flirtuje, raczej filtruje czytaj więcej »
za moim oknem zimno raczej... słońce choć świeci pięknie to oszukuje. pięknie. spacerowałam wczoraj opatulona jak trzeba. uwielbiam to. te wszystkie szaliki, czapki, rękawiczki, golfy i skarpetki... dziś już tylko cisza i spokój po wczorajszej szalonej imprezie. wyznaczyłam swoją deathline. królowałam przez cały rejs. król był. był przezabawny jak zawsze! w progu minęłam się niezauważalnie zapewne z tą żoną tego jej męża, no tego, co to moralnie stoi marnie. oh! kwestią czasu jest to, czytaj więcej »
och! przecież to dziś. dzień sek(s)teratek i asystentek! uśmiałam się, wspomnień czar. prysło. rozbiło się, rozleciało. nie chciałabym już nigdy więcej obchodzić tego dnia. pozostałym życzę cierpliwości i jak najmniejszej liczby połączeń telefonicznych... niech rozbrzmiewa sam brown 'STOP'. zaśpiewajmy jeszcze 'tańczę na stole' renaty przemyk i zakończmy tę środę. wiem, że wcześniej. śmigałam dzisiaj na lodowisku. spać powinnam dobrze. zadbałam o swój komfort psychiczny czytaj więcej »
zbierałyśmy się, zbierałyśmy no i bez poślizgu się nie obyło. ale grunt, że wyszło. namachałam się, szu szu... ;) ale to tak dobrze być zadowolonym i śmigać. w sumie mogę powiedzieć, że chyba pierwszy raz jeździłam na nartach. 22 lata temu ktoś mi nałożył narty na stopki. po czym z jakiejś giga góry popchnął w dół. miałam bliski kontakt z drzewem i ziemią. pamiętam tylko ten płacz... dzisiaj się nie połamałam... upadek zaliczyłam przyzwoity, taki, jaki wypada zaliczyć na pierwszy raz. czytaj więcej »
siedzę i jem. właściwie to już nie jest jedzenie, to jest wpierdalanie. czuję, że niedługo będę wzywać ciągnik i dźwig i spychacz, żeby połączywszy siły mogli mnie postawić na ziemi. moje codzinnie jest takie szare. takie same. śpie ile wlezie, później wszystko rozciąga mi się jakoś w czasie. w międzyczasie piję kawę. jest źle, biję na alarm. spotkania chociaż przemiłe szybko się kończą. rozmowy też się kończą. bo ile można. ile razy można brać się za siebie? w styczniu zawsze przychodzi kryz czytaj więcej »
może lepiej chodźmy spać... może jednak spokojna rodzinna niedziela mnie tak nastraja. że tak nieśmiało chciałabym powiedzieć 'wróć...' chociaż sama do końca nie wiem w którym kierunku... innym razem napiszę więcej.... czytaj więcej »
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.