Była ukryta. Lat wiele. Zepchnięta jako oznaka słabości. Płaczliwośc albo gest do wyśmiania. Obudziła się. Nieco spłoszona. Ale pochłonęła. Całkowicie. Wygoniła wszytko inne. Została. Teraz mi łatwiej. A pzrecież piękna. Tkliwa i dobra. Jest. Czasem ją rozdaję. Słuchałam nowego Turnaua. Śpiewa Herberta:
***
Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam
czułości do kamieni do ptaków i ludzi
piwinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam
twoje miejsce niech cię nikt nie budzi
Psujesz wszystko zamieniasz na opak
streszczasz tragedię na romans kuchenny
idei lot wysokopienny
zmieniasz w stękania eksklamacje szlochy
Opisać to jest zabić bo przecież twoja rola
siedzieć w ciemności pustej chłodnej sali
samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy
w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy
****
Ile jej w nas? Bo przecież taka delikatna. Nie kazdy ją przyjmie. Nie każdy zasługuje. Nie każdy zrozumie.
"(...)Odpoczywać to znaczy przyjmowac wszystkie elementy rzeczywistości bez ich osądzania. Kąpiel w morzu, miłość z żołnierzem, który się nigdy nie dowie, jak masz na imię. Czułość okazana obcemu i bezimiennemu jest czułością okazaną samej sobie.
"Angielski pacjent" Michael Ondaatje
Dedykuję Bezimiennym. I sobie.
Deszcz. Nareszcie. Tak na niego czekałam. Upał w mieście jest nieznośny. Na plaży i owszem, ale nie na tej z... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (23)
I jak szemrzących źródeł prąd,/
I jako wtór pogrzebny.../
*
I jak plecionka długa z włosów blond,/
Na której wdowiec nosić zwykł/
Zegarek srebrny - - -