zaczne od najmniej przyjemnej rzeczy, czyli grypy. w sobote mielismy jechac do znajomych, ale okruszka przed poludniem dopadla goraczka. dalam paracetamol, ale po kilku godzinach przestal dzialac i goraczka wrocila, odwolalismy wiec wizyte, bo nie wiedzialam, co to moze byc a mieli przyjechac jeszcze jedni znajomi z 4-miesiecznymi blizniakami, wiec nie chcielismy ryrykowac. no i dobrze, ze nie pojechalismy, bo okruszek cale popoludnie byl pokladajacy sie, a kropeczek dal koncert na calego. darl sie w nieboglosy i nie dzialalo kompletnie nic. robil sobie przerwe na czas picia mleka, a pozniej koncertowal od nowa. oboje z mezulkiem wieczorem bylismy ledwie zywi.
goraczka trzymala okruszka caly weekend, wiec w poniedzialek rano tata zawiozl go do lekarza. okazalo sie, ze to grypa. mam tylko nadzieje, ze nie swinska. dostal syrop przeciwgoraczkowy i zalecenie, zebysmy go obserwowali. no to obserwujemy i coraz mniej nam sie podoba to, co widzimy, wiec jutro chyba kolejna wizyta u lekarza nas czeka. okruszkowi caly czas utrzymuje sie stan podgoraczkowy i doszedl jeszcze kaszel. na poczatku kaszlal tylko sporadycznie, ale wczoraj kaszel byl coraz mocniejszy. zobaczymy, co bedzie dzisiaj i jutro najprawdopodobniej znow do lekarza. tutaj wprawdzie sa zdania, ze kaszel najlepiej wykaszlec, ale nich da chociaz cos, zeby okruszek mogl spokojnie spac w nocy, bo raz meczylo go tak, ze az zwymiotowal biedny. byl przy tym bardzo dzielny i jak poczul, ze bedzie wymiotowal, to wyszedl z lozka i zawolal mnie. wprawdzie nie zdazylismy dobiec do lazienki, ale lozko bylo czyste.
nas poki co grypa specjalnie nie chwyta. ja mam lekki katar i czasem kichne, mezulek zdrowy i co najwazniejsze, kropeczka tez nie chwycilo. tego sie boje najbardziej, ale co mam zrobic, przeciez nie wygodnie okruszka z domu ani nie wyprowadze sie z kropeczkiem. mam nadzieje, ze jakos sie uchowa.
to teraz o sukcesach. pierwszy zdarzyl sie w lazience. z jednej strony sie ciesze, ale z drugiej mam troche wyrzuty sumienia. otoz walcze z okruszkiem juz niemal pol roku, zeby robil kupe na nocnik lub do ubikacji. nakupilam roznych akcesoriow - nocnik, nakladka na kibelek, stoleczek niski, stoleczek wysoki i nic. okruszek ostatnio przestal nawet mowic, ze kupe w ogole zrobil, a czesto nawet zaprzecza, kiedy czuc w calym domu. we wtorek nie wytrzymalam i kiedy bawil sie w najlepsze po zrobieniu kupy w majtki zaprowadzilam do lazienki, zdjelam majtki, wstawilam do wanny i oplukalam chlodna woda. powiedzialam, ze teraz po kupie zawsze bedzie zimny prysznic, a pozniej pranie majtek. wytarlam go, wreczylam okupczone majtki i kazalam wyplukac z kupy. ryczal strasznie, ze przeciez pobrudzi sobie raczki, ale powiedzialam, ze ja tez sobie za kazdym razem brudze, wiec niech zobaczy jak to jest. trwalo to dlugo, ale majtki w koncu wyplukal. kazalam umyc raczki, pomoglam sie ubrac, przytulilismy sie na zgode i poszedl sie bawic. pozniej zrobil kupe w majtki jeszcze raz, wiec znow byl prysznic i pranie majtek no i placz oczywiscie. wszystko to zakonczylo sie sukcesem, bo wieczorem zawolal, ze chce kupe na nocnik. ostatecznie usiadl na nakladke na sedes. ucieszyl sie, kiedy kupa plusnela do kibelka, dostal brawa i obiecana nagrode. byl z siebie bardzo dumny, a ja mam troche wyrzuty sumienia, ze go do tego poniekad zmusilam.
wczoraj tez zawolal, ze chce kupe. kiedy zaprowadzilam go do lazienki okazalo sie, ze kupa jest juz w majtkach. mimo to usiadl na kibelek i oswiadczyl, ze poczeka, az bedzie mu sie znowu chcialo. uznalam to za dopuszczalna wpadke, wiec nie krzyczalam, tylko pochwalilam za dobre checi i powiedzialam, ze nastepnym razem musi wolac troszke wczesniej, zeby kupa nie zdazyla wyskoczyc do majtek. zobaczymy, co bedzie dzisiaj.
wczoraj zdarzyl sie malenki cud. rano zadzwonilam do naszej mutterberaterinn (to opiekujaca sie nami pani, cos w rodzaju pielegniarki dzieciecej, ktora specjalizuje sie w rozwoju i zywieniu dzieci do 5 lat) z prosba o rade w sprawie kropeczkowego placzu. bo to nie jest zwykly placz. on niemal od razu zaczyna wrzeszczec tak, jakbym go co najmniej zywcem cwiartowala. opowiedzialam, jak wyglada sytuacja i czy powinnam isc z nim do lekarza. stwierdzila, ze do kontroli na 2 miesiace moge poczekac i poprobowac domowych sposobow. wydawalo mi sie, ze probowalam juz wszystkiego: noszenie na rekach, noszenie w nosidelku, uspokajanie w wozku, w lozeczku, w naszym lozku wtulony we mnie, mezulek powiesil nawet hamak i tam tez probowalam, ale nic nie dziala. czasem cos zaskoczy na kilka minut, a potem znow placz. pani polecila mi zagrzac poduszeczke z pestek czeresni, ulozyc kropeczka na brzuszku na tej cieplej poduszeczce i uspokajac glaszczac po pleckach. w dzien mialam "wolne", bo mezulek zostal w domu i pojechalam sobie na polowanie swiatecznych prezentow, wiec nie probowalam. mezulek nosil kropeczka w bjoernie i ten byl wiekszosc czasu spokojny. wieczorem musial popracowac, a kropeczek zaczal koncert. zagrzalam wiec poduszeczke, ulozylam na niej kropeczka i stal cie cud! moje malenstwo pomruczalo chwile i zasnelo! spalo tak 2 godziny, az chodzilam sprawdzic, czy nic mu sie nie stalo. prawde mowiac nie bardzo wierzylam, ze ten sposob zadziala. mam nadzieje, ze to nie bylo jednorazowe i przypadkowe.
wieczorem pobawilam sie z okruszkiem ciastolina, ktora dostal na pocieszenie za chorobe i za to, ze nie mogl pojsc na muki. strasznie plakal, ale male sasiadki przyniosly mu na pocieszenie mukowa naklejke z konikiem polnym. powycinalismy z ciastoliny zwierzatka foremkami, okruszek pobawil sie tez motorem, ktory dostal za kupe i w calkiem dobrym nastroju poszedl spac. ja za to zabralam sie w koncu za pierniczenie, czyli zrobilam ciasto na piernik staropolski. przy mieszaniu powyzywal sie mezulek, ktorego wkurzyli wspolpracownicy, wstawilam do lodowki i czeka sobie do swiat. troche pozno, ale mam nadzieje, ze i tak sie uda.
juz se tych swiat nie moge doczekac :-)
strasznie dawno nie pisalam, ale moje dwa lobuziaki daja mi niezle popalic i wieczorem nie mam juz sil siadac do... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (11)
a co do objawow to typowe objawy grypy A... niestety... i mam tylko nadzieje ze albo jest zaszczepiony albo dostaje przeciwirusowy lek tamiflu lub relenze albo ze jest na tyle silny ze nie bedzie mial komplikacji! W kazym razie zycze duzo zdrowia i sil... bo jak dziecko choruje to latwo nie jest...