dzis rano mezulek wyjechal sluzbowo do paryza i wroci w srode wieczorem. zostalam wiec z moimi dwoma urwisami zupelnie sama. nie powiem, ze jestem z tego powodu szczesliwa, ale jakos sobie dajemy rade. na razie. zobaczymy, co bedzie jutro.
tak w ogole, to sporo sie u nas dzialo. z kropeczkiem bylismy na kontroli z okazji ukonczenia 2 miesiaca zycia :-). rosnie chlopak jak na drozdzach odkad zmienilam smoczek w butelce na taki z 3 dziurami. wreszcie najada sie normalnie i ucina sobie nawet drzemki w ciagu dnia. wazy juz 5 kg, a "wzrostu" ma 61 cm. co ciekawe, 2 miesieczny okruszek byl dokladnie taki sam duzy :-). kropeczek zaliczyl tez pierwsze szczepienie, a wlasciwie 2, bo zaszczeilismy tez na pneumokoki.
cztery dni po kontroli znow trafilismy z kropeczkiem do lekarza. tym razem z przeziebieniem. kropeczek ma kaszel. poza tym wlasciwie nic wiecej, tylko czasem nosek mu sie zatyka, ale kataru jako takiego w sumie nie ma. na szczescie na plucach czysto. dostalismy pulmex do smarowania klatki piersiowej i pleckow i tyle. mozna podac jeszcze antybiotyk, ale ten kropeczek dostaje juz na nerki, wiec drugiego lekarz nie dal. na syrop jeszcze za maly, wiec podnioslam troche materac z jednej strony, powiesilam w lozeczku pokrojona cebule, smaruje pulmexem, oklepuje troche plecki i wlaczamy nawilzacz powietrza. nic wiecej nie moge dla mojego maluszka zrobic. mam nadzieje, ze kaszel mu szybko minie.
w piatek bylismy w ambasadzie w bernie. moj malutki mezczyzna dostal swoj pierwszy w zyciu paszport i teraz juz bez przeszkod mozemy jechac na swieta do polski. mam nadzieje, ze do tego czasu kropeczek juz wyzdrowieje, bo moze pojedziemy juz w najblizszy weekend.
w sobote odwiedzil nas kolega z dwojka dzieci. syn ma 10 lat, a coreczka 4. chlopak glownie gral na mezulkowym laptopie i play station, bo w sumie nie bylo u nas dla niego towarzystwa, a okruszek szlalal z rok starsza kolezanka. szalenstwo, to jak najbardziej odpowiednie slowo na to, co oni wyprawiali. wywrocili mieszkanie do gory nogami. bawili sie bardzo zgodnie i ladnie, ale mialam demolke absolutna wlasciwie w kazdym pokoju. bylo to jednak za moim przywoleniem, bo nie chialo mi sie nad nimi stac. co jakis czas kontrolowalam tylko, czy nie wyciagaja czegos, czego ruszac nie wolno, a poza tym zlew, robili, co chcieli. okruszek i tak ma ciezkie zycie z powodu brata, ktory absorbuje mame niemal non stop, wiec nie chcialam psuc mu zabawy. zwlaszcza, ze wlasciwie nie tykali rzeczy nieswoich. tylko zabawki byly doslownie wszedzie.
wczoraj okruszek mial dzien pelen wrazen. najpierw znalazl w butach (a wlasciwie obok butow, bo sie nie miescila) kugelbahn, czyli po polsku tor dla kulek. tutaj to bardzo popularna zabawka i chyba kazde dziecko ma cos takiego. najpierw trzeba te tory ulozyc z drewnianych klockow, a pozniej puszcza sie po nich kulki. okruszek moze tak godzinami. z jednej strony to blogoslawienstwo, bo uloze z okruszkiem kugelbahn i mam go z glowy, a z drugiej przeklenstwo, bo kulki sa male i za kilka miesiecy bede musiala miec oczy pewnie nawet w tylku, zeby zadna z nich nie dostala sie w kropeczkowe lapki, a raczej do buzi.
wieczorem byly takie osiedlowe mikolajki. tutaj do sprawy mikolaja podchodzi sie bardzo powaznie i jest to bardzo kultywowana tradycja. jest nawet "towarzystwo swietego mikolaja", ktore dba, zeby nie poszla w zapomnienie. od ubieglej soboty mikolaj z calym konwojem chodzil po wsi i wstepowal do roznych ludzi (wczesniej trzeba bylo wyslac zgloszenie). u nas byl wczoraj. imprezka odbyla sie na dworze przy stolach ustawionych przed wejsciem do naszego bloku. swiatla wylaczono, palily sie tylko swiece, latarenki naftowe i pochodnie. najpierw slychac bylo z daleka strzelanie z batow i bicie dzwonow, a pozniej ukazali sie najpierw chlopcy z batami, pozniej caly konwoj mlodych chlopakow niosacych na plecach wielkie krowie dzwony, w ktore oczywiscie dzwonili, a na koncu mikolaj w towarzystwie dwoch pomocnic oraz osiolka wiozacego wor prezentow. miedzy dzieciaki wbiegli tez "schmutzli", czyli diabelki, ktore smarowaly sadza kazdego, kogo dorwaly. mikolaj opowiedzial historie o charlim, ktory zapala co wieczor gwiazdy i ksiezyc, zeby oswietlic mikolajowi droge do dzieci, rozdal najmlodszym worki z prezentami, a dla doroslych wysypal na stol spory worek slodkosci, orzechow, mandarynek i piernikow po czym poszedl dalej w towarzystwie swojego konwoju.
okruszek patrzyl na to wszystko wielkimi oczami. podobalo mu sie strasznie i byl bardzo przejety, kiedy szedl po worek dla siebie. kazde dziecko dostalo tez od mikolaja list, ktory wczesniej napisali oczywiscie rodzice. od wczorajszego wieczora przeczytalam okruszkowi ten list chyba juz z 20 razy. ciagle chce, zeby mu czytac list od mikolaja i niedlugo bedzie znal go na pamiec, ja z reszta tez :-).
teraz moje dwa skaryb spia. okruszek mam nadzieje juz do rana, a kropeczek pewnie niedlugo obudzi sie na jedzenie. mnie czeka jeszcze troche sprzatania, choc strasznie mi sie nie chce.
strasznie dawno nie pisalam, ale moje dwa lobuziaki daja mi niezle popalic i wieczorem nie mam juz sil siadac do... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (5)