Klient, jak klient, miły pan ok. 70, tyle tylko ze z poczuciem humoru. Z dyżurnych powiedzeń:
- Świetnie pani wygląda, jak tam pani zdrowie? Bo ja, wie Pani mam na piśmie, że jestem zdrowy. I nie za darmo!!!. Ja wiem, że jestem zdrowy za pieniądze całe 1200 złotych mnie to kosztowało, ale wiem, że nic mi nie jest. To znaczy wiem, że nie mam raka prostaty..każdego innego raka mogę mieć, prawdę powiedziawszy nie chce mi się wydać kolejnych 1200 żeby to sprawdzić nie licząc paliwa. Wie Pani, człowiek ma tyle organów gdzie może być rak..
Wykorzystuję chwilę zaczerpnięcia powietrza i zadaję pytanie
- Jak to ma Pan na piśmie i to za 1200..?
- No wie Pani tak ok. 1200. Zaczęło się od tego, że była akcja promocyjna, że niby badania przesiewowe, że niby za darmo i że będziesz żyć dłużej..
Mężczyzna oblizuje wargi, zawadyjacko puszcza oko, pomyślałam sobie, że robi sobie żarty ze mnie..
Przełyka ślinę, patrzy na mnie opuszczając okulary na czubek nosa.
- No wie Pani, no niby wiedziałem, że jestem zdrowy. Ale mówią, że trzeba, tylu chłopaków zeszło, to, co, ja mam być następny do spalarni. Nie!!! idę do tej poradni urologicznej, co niby robią za darmo, i nic, pytam się o tą prostatę. A tam, taka dziewusia, no wie Pani, taki towar, że wszystko się facetowi podnosi, nawet brzuch. I ona mi mówi, że nie ma. Nie, że nie ma badań, tylko miejsc nie ma do końca roku. No przecież ja nie jestem idiota, pytam się ile? a ona nic, tylko, że nie ma już szans. No!!- śmieje się, szans to ja nie miałem na randkę z nią, ale nie na dostanie się do urologa. Jadę do spółdzielni. A tam taka, wie Pani z takimi „dużymi niebieskimi oczami„, a wzrok ma jak łania, tylko brać i całować. No wie, Pani mód i mleko. I ja się jej pytam, czy urolog i tak dalej. A ona mi mówi, że już. Płacę 150 i mam. No wie Pani, zdrowi nie zna ceny. Płacę wchodzę do pana profesora, a on mi na to, że muszę mieć badania. No oczywiste, że muszę. Badania 120złotych. Za tydzień wchodzę do profesora i za 150 słyszę, że badania badaniami, ale trzeba zrobić USG jamy brzusznej. Idę płacę 270 i z wynikiem wracam do profesora. Płacę 150 i pewien, że jestem absolutnie zdrowy, dowiaduję się, że trzeba zrobić jeszcze badania krwi na komórki rakowe. Idę płacę 320 i czytam, że nie mam. Ale idę do profesora płace 150 i pan profesor mi mówi, że trzeba było koniecznie się upewnić - bo to dla faceta istotne. No pewno, że istotne. Pierwsza lepsza dupa za te 1200 złotych powiedziałaby mi z przyjemnością, że jestem Zdowy. Wie Pani, dobrze, że nie mam więcej tak strategicznych narządów dla mężczyzny.
- No to jak, umówi się Pani ze mną na ta kawę. A tak, co teraz szła, to ma chłopa?, bo wie pani prostatę mam zdrową, to teraz mogę.., że cho!! cho!!, bez viagry, słowo;)
Śmiałam, się cały dzień, z żywotności i dystansu, do siebie i choroby dojrzałego PANA, chociaż jak popatrzeć na system zarabiania.., to już do śmiechu nie jest. A co jeśli człowiek byłby chory..
Opublikowałam stary(!) tekst..czytałam go i wróciły wspomnienia. Dobre wspomnienia, dobrego uczucia..chociaż tak... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (6)
Pozdrawiam
A.