Niespodziewałam się tego, że Twoje słowa uderzą we mnie jak kamienie. Codziennie od 22 dni budzę się i zadaję sobie pytanie, co jest prawda, a co kłamstwem. Żyliśmy przecież naprawdę, a nie na niby. Naprawdę sa moje łzy i naprawdę był mój szczery śmiech, naprawdę Cię pokochałam... Co są warte te słowa, które mi mówiłeś, jesli teraz im zaprzeczasz z taką samą stanowczością co wtedy potwierdzałeś? Zatraciłam sie zupełnie w tym uczuciu, spadałam długo. Napisałam do Ciebie, bez prośby o odpowiedź. Byłam warta tylko smsa-Nie czekaj na mnie... A ja kocham mimo wszytko i czekam, ciągle czekam. Nie wiem tylko czy na Ciebie. Teraz podzielę się z całym światem tym uczuciem bo będzie mi lżej. Ty go nie przyjąłeś, ale inni będa wiedzieli, że są tacy, którzy ciągle kochają, mimo wszystko....
Kocham Cię. To jest jedna z niewielu rzeczy, której jestem teraz pewna. Nie przypuszczałam, że tak to będzie i że będzie to na tyle mocne.
Kocham Cię mimo wszystko. Kocham Cię takiego jakim jesteś, z Twoimi zaletami i wadami z Twoją zagmatwaną przeszłością, dzieckiem, lękami, marzeniami, błyskiem w oku… Kocham Twoją cierpliwość, Twoje dłonie, błękitne oczy, kocham Twoją pewność siebie na ćwiczeniach i codzienność podczas zmywania naczyń. Kocham nawet Twoją przepuklinę na nodze. Kocham się z Tobą kochać. Nigdy, naprawdę nigdy nie czułam się tak dowartościowana i spełniona w tym względzie jak podczas bycia z Tobą. Nie wyobrażam sobie tego, że mógłby dotykać mnie ktoś inny.
Moja miłość jest zupełnie inna niż ta którą Ty darzysz dziecko i dziecko darzy Ciebie, ta miłość jest bezwarunkowa, a moja jest właśnie mimo wszystko, z moim prawem do też okazywania negatywnych emocji. Nawet w takich chwilach kiedy bywałam, zła czy przygnębiona nie przestałam Cię kochać. Nie zawsze jest dobrze, bo nie musi tak być, nie musimy idealizować siebie i życia.
Będę Cię kochała nawet jeśli się zestarzejesz, przybędzie Ci zmarszczek, będziesz łysy i nie będziesz miał siły, żeby robić rzeczy, które robiłeś wcześniej. Jesteś wartościowy i wyjątkowy przez to, że jesteś sobą. Chciałabym spełniać Twoje marzenia, tak jak Ty, choć nie byliśmy długo ze sobą, spełniłeś niektóre moje. Pamiętasz, zjedliśmy śniadanie na werandzie, jeszcze nieco oszołomieni tym, że to prawda. Nasza pierwsza świadomie spędzona wspólna noc. To powietrze, ten spokój… to z moich marzeń, bo ja mam większość zupełnie drobnych. Przytuliłeś mnie wtedy na fotelu i przekonywałeś, że będzie dobrze, tylko trzeba czasu. Ja nie potrzebowałam innych mężczyzn bo zupełnie wystarczałeś mi Ty i mam przekonanie, że tak by było. Kawa przynoszona do łóżka, kwiaty bez okazji, te z Twojego ogródka były najbardziej wartościowe. Nasz Sylwester był wyjątkowy, sanki i szara codzienność z możliwością czekania na spotkanie i przytulenia się. Wiem, że może to głupie. Nikt nie starał się spełniać moich małych marzeń. Zbyszek, kocham Cię prawdziwego, nie Twój obraz w mojej głowie bo takiego nie miałam. Jak zakochiwałam się w Tobie nie miałam żadnych wyobrażeń poza tym, że wiedziałam, że łączą nas w części chociaż wspólne zainteresowania no i pociągałeś mnie seksualnie. Nie można więc tłumaczyć, że się zawiodłam. Nie. Ja byłam w pewnym momencie tylko bardzo samotna i nie mogłam się z tym uczuciem i moimi obawami podzielić z Tobą. Najbardziej głupia jest przesłanka- bo się bałam, bałam się Twoich reakcji, Twojego gniewu itd. To jest prawdziwa emocja, którą rozpoznałam już wcześniej. Nie robiłam na złość Tobie tylko sobie… Wiem, że Ty się starałeś do pewnego momentu robić wszystko jak najlepiej i dobrze to wychodziło. Rozumiem, że wielokrotnie ja też zraniłam Twoje uczucia. Przykro mi, że zdarzało się, że to ja lekceważyłam niektóre sygnały wysyłane przez Ciebie. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie uważam jednak, że to wystarczy aby tak łatwo zrezygnować.
Miałam szczęście, że mogłam być przy Tobie blisko. To Ty zacząłeś mnie uczyć czym ta bliskość jest. Ja tak wcześniej mimo wszystko nie miałam. Wiem, że Twoje uczucia może były inne niż te do których do tej pory przyzwyczaiłeś się i jakimi darzyłeś kobietę, która była bardzo ważna w Twoim życiu. Masz do tego prawo. Nie żyjemy życiem z elementarza. Jak pisała poetka „nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy…żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy…”. Zmieniamy się, dojrzewamy. Jeśli wydawało Ci się, że kochasz mnie inaczej niż do tej pory zwykłeś, to miałeś rację. Nie znaczy, że kochałeś mnie za mało albo wcale, bo ja wbrew temu co usłyszałam czułam przez większość czasu inaczej. Miłość na miarę nie istnieje, miłość jest bez przeróbek, z zagnieceniami. Życie jest zwyczajne, z bałaganem w szafie, nieumytymi kubkami, niedokręconą pastą do zębów. Im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej, unika się w tym względzie chociaż rozczarowań. Nie oczekuję już fajerwerków, bo te choć kolorowe zbyt szybko gasną. Bardziej wartościowe jest to, co spokojne, wtedy nie przeraża ta niedokręcona pasta do zębów, a spory wynikają jedynie z różnicy komunikacji pomiędzy płciami. Poza tym to nie miłość ma udowodnić, ze istnieje, tylko my miłości, że jest, a to wszystko związane jest z nakładem pracy. Nie jesteśmy nastolatkami, żeby nie wątpić, pytać, to nie jest już uczucie bez konsekwencji. Związek z Tobą jest nie tylko z Tobą ale Twoją przeszłością a przede wszystkim dzieckiem.
Honor i duma, myślałam, że do tylko hasła z książek historycznych. Wpojone przekonanie, że lepiej ukryć uczucia niż pozwolić sobie a ich okazanie, czasami na wstyd i poczucie poniżenia. Nie mogę być na kolanach bo…? Jeśli jedynym wytłumaczeniem jest to, że inni sobie pomyślą o mnie źle i to nie wypada bo tak mnie wychowano, to niestety zbyt słabe argumenty. Jezus upadał 3 razy, może gdyby jego droga była dłuższa upadł by jeszcze kilka, za każdym razem podnosił się. Fakt został później ukrzyżowany, ale walczył, nie poddał się w połowie drogi. Jeśli mam znowu kiedyś usłyszeć. „nie”, to chcę mieć chociaż przekonanie, że walczyłam, że byłam na tych kolanach wystarczającą ilość razy, że naprawdę nie będę już miała siły. Pozwól mi czekać i kochać siebie bo Ty jesteś tego wart, tak jak i ja. Jeśli nie jesteś w stanie przyjąć teraz w takim wymiarze moich uczuć i emocji rozumiem, ale nie poddam się. Jest na co czekać, jest o co walczyć. Tę pewność ma się ponoć nieczęsto, a ja do tej pory nigdy nie walczyłam, tylko uciekałam. To jest żadna metoda, to dezercja przed własnymi emocjami z obawy, że ich nadmiar może przygnieść. Nawet „moja” SADE wydała płytę pt. Żołnierz miłości….
Może wydać Ci się niedorzeczne to wszystko, ale zaczęłam budować swój nowy świat, który zaczął mi się rozsypywać. Jeśli miało się coś i czuło się, że jest całkiem ok., to później strata tego boli dwa razy bardziej. Wiesz, że nie szukałam wrażeń o charakterze obyczajowym i że raczej unikałam mężczyzn bo to napisałam Ci w smsie 25 sierpnia. Wiesz, co mi napisałeś dokładnie 5 miesięcy temu? Że musisz powoli i spokojnie bo z każdym dniem widzisz, że zaczyna Ci zależeć, a to daje Ci więcej radości niż obaw. Chciałbyś odsłuchać co mam na sekretarce w telefonie i to wcale nie nagrane wtedy kiedy byłeś po alkoholu? Nie wejdę w Twoją głowę, ale czułam, że do pewnego momentu nam dobrze szło i wierzyłam w Twoje słowa bo były szczere, słowa jak słowa, były gesty. Nie łudźmy się, że związek jest sielanką. Szczególnie taki.
(...)
Nie oczekuję, że jutro, za dwa-trzy dni oświadczysz mi, ok., jesteśmy od tej chwili znowu razem. Czekam na taki dzień w którym bez słowa chwycisz mnie za rękę. A jeśli nie, to będę to czuła, po tych obdartych kolanach od upadków… Będę miała jednak świadomość, że walczyłam do końca, nie zaprzepaściłam szansy na coś wyjątkowego.
Tymczasem pozwól mi być blisko. Pozwól mi cieszyć się z tego, że widzimy się i dajemy sobie kilka chwil na bycie ze sobą, pozwól mi zadzwonić kiedy będzie mi źle, pozwól mi czekać na telefony i smsy od Ciebie, pozwól mi tęsknić gdy jesteśmy osobno, pozwól zaskakiwać Ciebie, pozwól mi spędzać czasami czas z Weroniką, bo jej brak, co może Cię zaskoczyć też mnie trochę boli. Na mojej tablicy w pracy nadal wisi rysunek od niej dla nas i Twoje zdjęcie. W końcu a może przede wszystkim pozwól mi Ciebie kochać, tak po kobiecemu, całą sobą, czasami nawet obłędnie.
Daj też sobie przyzwolenie na moją obecność, smsy do mnie, na gorsze dni, chwile zwątpienia. Jeśli będę mogła Ci kiedykolwiek w czymkolwiek pomóc to pomogę, nawet gdybym miała być wyrwana ze snu w środku nocy i iść do Ciebie, żeby tylko Cię przez chwilę przytulić.
Dajmy sobie przyzwolenie na to, że jesteśmy różni i pierwsza zasadnicza różnica wynika z płci, a kolejne z zainteresowań, bo przecież nie wszystkie mamy takie same. Pozwólmy sobie popełniać błędy, mieć swoich znajomych, swoje małe tajemnice, różnie przeżywać emocje … Bo stosując analogię to zgodnie z tym co przeczytałam w „Małych zbrodniach małżeńskich” Każdy związek jest domem, do którego klucze znajdują się w rękach mieszkańców. Jeśli zamknie się ich od zewnątrz, dom stanie się więzieniem, a oni więźniami.
Nie jest mi łatwo o tym wszystkim mówić, o wiele łatwiej napisać. Tak jak mówiłam Ci ostatnio, teoria tektoniki uczuć. Wystarczy, że lekko drgnie jedno uczucie, a już wszystko zaczyna się trząść i przemieszczać, następują kolejne zmiany i wybuchają w naszej głowie katastrofy. Tak te Twoje słowa, których bałam się wzburzyły i zburzyły pewne blokady we mnie. To tak jakby skonfrontować się w sobie z trochę nową osobą, która mieszkała cały czas w moim ciele.
Nie proszę Cię o odpowiedź bo na ten list nie ma odpowiedzi.
Wszystko co jest tu zawarte nie jest pisane pod wpływem chwili, to jest szczere, przemyślane ale nie do końca racjonalne, bo czy miłość taka jest? Nie ….
Minęły 3 miesiące...Prawda ujrzała swoje oblicze szybciej niż siętego spodziewałam. Nie musiał nic mówić,... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (3)
...." :):):)
Powodzenia
A.