Radośnie to jeszcze nie będzie, bo dziś pan profesor stwierdził, że na wynik poczekamy pewnie do połowy przyszłego tygodnia (jak Bóg i Partia dobrze powspółpracują). Spojrzałam na niego tym wzrokiem co na psa, pomruczałam (bynajmniej nie radośnie) pod nosem, a on tylko pogroził mi paluchem (wiem że od czasu tej "cudownej" nowiny jestem niegodziwa, nieznośna, warcząca i wredna)
Ale z lekka mi lepiej, bo Młoda jutro może opuścić gościnne (a jakże) progi szpitala i udać się do domu...
Trenować chodzenie może spokojnie we własnych progach, a jak będziemy wiedzieć co i dlaczego w niej "siedziało" wówczas zapadną dalsze decyzje...
Więc ciut odetchnęłam, a teraz wskakuję na miotłę i szmatę bo "zarosłam" przez te dni parę...
Miłego popołudnia i wieczoru Paniom życzę :)
Właściwie drugi, ale...wczoraj padłam jak kawka pomimo najprawdziwszego, włoskiego espresso :))) I spałam... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (19)
Całusy
Ja tu czaruję dla Was. Trzymajcie sie kobiety, fajnie że młoda wraca juz do domu:)