Zmęczenie. To ono pochłaniało ostatnio wszystkie moje wolne chwile. Wracałam z Zoo i poza szybkim prysznicem i dowleczeniem się do łóżka, by natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki odpływać w przestrzeń podświadomości szukającej ożywienia w snach. Otwierając rano oczy miałam wrażenie, że w ogóle ich nie zamykałam. Jaskinia – Zoo – Jaskinia i tak w kółko. Praca po 16 godzin dziennie (włączając w to nawet niektóre soboty) potrafi dać w kość.
W ubiegłym roku zlecono mi poprowadzenie projektu, którego najważniejszą fazę właśnie zamknęłam. Co prawda nie jest to koniec prac, ale wmawiam sobie, że najgorsze mam już za sobą… Bo cóż może być gorszego niż bycie kontenerem emocjonalnym dla 80% pracowników Zoo (nie wyłączając Zarządu)?
Jednym z kroków projektu było przeprowadzenie szkoleń w całej firmie. Na szczęście nie wszystkie musiałam przeprowadzać sama, ale to nie zmienia faktu, że i tak najwięcej spadło na moją głowę, co w połączeniu ze zwykłymi, codziennymi obowiązkami nie było najprzyjemniejszym zadaniem. Zmiana, którą wprowadzamy jest rewolucją. Dotarcie do wszystkich mrówek toczących swój żywot w mrowisku było nad wyraz śmiałym przedsięwzięciem. Przez ostatnie 6 tygodni wysłuchiwałam od robotnic i trutni z różnym stażem i na różnych stanowiskach ich własnych punktów widzenia na Zoo. Trudno opisać uczucie towarzyszące takim doświadczeniom. Spróbuj sobie wyobrazić stare miasto, takie budowane jeszcze z kamienia. Wyobraź sobie, że stoisz w tym szarym mieście w brudny jesienny poranek na dziedzińcu otoczonym przez ośmiopiętrowe kamienice zamieszkane przez przeróżnych ludzi. Starych i młodych, kobiety i mężczyzn, mniej lub bardziej wykształconych, utrzymujących rodziny i samotnych singli, młodych ludzi pragnących sukcesu i tych czekających na emeryturę. Ci wszyscy różnorodni ludzie mają w swoich domach wiadra i beczki wypełniane przez miesiące i lata żalem, poczuciem niesprawiedliwości oraz wykorzystywania, uczuciem niezrozumienia, zapomnienia i opuszczenia. Nagle stajesz przed domami tych ludzi by powiedzieć im, że odtąd Zoo wprowadza nowe zasady, a oni nie pytając o nic wylewają Ci na głowę przez lata zbierane pomyje. Nie było to ani łatwe ani przyjemne. Nawet tak wielka Małpa jak ja, potrzebowała czasu by nauczyć się radzić sobie z takimi sytuacjami oddzielając to, co personalne od tego, co należy do Zoo.
Dzięki temu doświadczeniu - dziś jestem silniejsza. Dzięki wszystkim ludziom wiem więcej o Zoo, a ta wiedza otworzyła mi oczy. Wiem już, że dostanę od Zoo ni mniej ni więcej tylko tyle, ile sama sobie wezmę. Boleśnie dotknęła mnie świadomość, że wiele osób w Zoo chętnie chowa się za moją siłą – za moimi plecami chowają głowę w piasek i czekają aż burza minie. A ja „mam ślady na szyi, po ukąszeniach żmii”. Ale żyję. Teraz jeszcze pełniej niż kiedyś, bo wiem, że nadszedł czas na poszukanie nowej drogi, na znalezienie sposobu na niezależność. Zostało mi na to niecałe 7 lat. Ludzie stają się rentierami w znacznie krótszym czasie. A ja jestem dobra w realizowaniu własnych marzeń. Dlatego wracam na drogę poszukiwań i wiem, że się nie zawiodę. Zrobię wszystko, aby mnie nie dotyczyły słowa:
„Spłaciłeś już wszystkie raty i wysiadłeś na końcowej stacji,
Zostałeś człowiekowrakiem – znak że byłeś w korporacji”.
(Strachy na Lachy „Radio Dalmacija” – Dodekafonia)
To tyle na dziś. Małpa.
Długo nie pisałam... Próbowałam sobie to jakoś tłumaczyć, ale widać tak miało być... Jak ze wszystkim...... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (3)
Świetny tekst. Przepraszam za trywialność - to tak na gorąco! Chętnie wrócę do twojego dziennika. Pozdrawiam
Mój Boże, Małpo, to czym ja jestem? Aż boję się powiedzieć, że nie miałam w życiu żadnych rat.....W korporacji też nie byłam... Małpo! Może czas na kredyt w banku?
No i mam problem.... xoxoxoxoxo