Długo nie pisałam... Próbowałam sobie to jakoś tłumaczyć, ale widać tak miało być... Jak ze wszystkim... Mam wrażenie, że wraz z definitywnym odejściem Słonia z ZOO, to już nie jest to samo miejsce. Więc i ja weny mam coraz mniej... A może dojrzałam i zdystansowałam się? Tak czy inaczej, dziś definitywnie na pierwszy plan wysuwa się inny temat. Zupełnie inny. Temat, który każe zamknąć małpi świat małpiego gaju i przenieść się do innej, bardziej fasolowej doliny... ;) To czytaj więcej »
Ponieważ tu jest wciąż wiele jałowych kłótni i dyskusji pełnych złych emocji, przenoszę się z moimi wpisami na zupełnie niezależną stronę. Zapraszam na malpigaj.wordpress.com - od dziś tam zamieszczę historię tutejszych wpisów, tam też będą pojawiać się nowe. Można też będzie znaleźć mnie na FB jako Małpi Gaj. Będzie mi miło jak wciąż będziecie do mnie zaglądać ;) To tyle na dziś. Małpa. czytaj więcej »
Rano obudziłam się w wyśmienitym humorze. Nie tylko dlatego, że nie szłam dziś do Zoo, ale przede wszystkim dlatego, że śnił mi się piękny sen... Scena którą pamiętam, to scena, w której leżąc w pozycji kolankowo-łokciowej na kanapie, czuję w sobie napięcie całego ciała, ale o dziwo nie jest to uczucie bolesne. Nagle orientuję się, że jestem w tej pozycji, bo... rodzę dziecko. czytaj więcej »
Dziś mija trzydziesta piąta rocznica ślubu moich rodziców... Piękny jubileusz. Święta pod znakiem Betadrinu i Zyrtec’u. Moja dusza płacze... Ostatni weekend przed Wielkim Tygodniem miałam zajęcia na uczelni. Na ćwiczeniach działo się wiele, ale najważniejszy był dla mnie fakt, że dotnkęłam granic mojej emocjonalnej nieświadomości. To tak jakbym dotknęła powierzchni Nieświadomości niczym tafli wody, który to dotyk wywołał falę powiększających się okręgów. Szczegóły nie są istotne, fakte czytaj więcej »
Wiatr niestrudzenie zamiata dziś chodniki. Deszcz smaga budzące się z zimy gałęzie. Mruk pojechał w delegację na kilka dni. Ledwie pocałował mnie na pożegnanie i zniknął za drzwiami wejściowymi, a już zaczęłam za nim tęsknić. Miło wiedzieć, że po ośmiu latach wciąż go kocham. Brak ciąży i zdecydowanie za rzadkie owulacje spowodowały, że zaczęła czytaj więcej »
Są dni, kiedy czujesz się tak, jakby ogromna kometa przysłoniła przyświecające ci słońce i roztrzaskała w drobny mak pielęgnowaną troskliwie planetę twojego życia. W jednej chwili wszystkie płotki, mury i schowane za nimi doniczki kończą istnienie, a wraz z nimi przez lata hodowane ogrody Twoich marzeń. Widząc płomienie bezlitośnie trawiące wnętrze twojej duszy, rzucasz się, w bezmyślnym czytaj więcej »
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.