Po wczorajszej dawce cwiczeń, w końcu doczekanym manicure i pedicure, po dwukrotnym, dzwinym "wystawieniu" przez Jegomościa, dziś obudziłam się zgodnie z przyzwyczajeniem mojego biologicznego budzika. Za wcześnie, jak na sobotę, ale coż poradzę. I takie jakieś myśli krążą mi pogłowie, sama nie wiem, co mam ze sobą począc. Chyba chcę spędzic ten dzień sam na sam ze sobą. Bez znajomych, bez telefonów, tylko, ja i świat dookoła, ale nic w bezpośredniej odległości. Zastanawiające, jak bardzo można wyrosnąc z pewnych znajomości, przyjaźni, jak bardzo można odseparowac się od ludzi, jak bardzo można byc zdanym na siebie. Bo nie wybieram w półśrodkach, tylko, jeśli spędzam z kimś swój czas, jest to dla mnie osoba ważna, a inni mnie nie obchodzą. I tak oto ci ważni ludzie są daleką stąd, każdy z nich w innej części świata. Zatem wyboru innego nie mam, jak w ciszy i spokoju spędzic sobotnie popołudnie w mieście.
Miłego dnia.
Dziś obudziła się we mnie mała melancholia, która postanowiła przypomniec mi, ile w ostatnim półtora roku... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (6)
A.
Są na pewno uroki bycia sam na sam ze sobą, chociaż ja jestem zwierzęciem stadnym. I nie wyobrażam sobie bycia samej na dłużej. A może po prostu tej samotności się boję?
W każdym razie - miłego popołudnia sobotniego.
Pozdrawiam ciepło.