Zamknięcie się w sobie,mocna izolacja po zadanym bólu, spowodowala, że na zbliżające się szczęście patrzę przez poszarzałe okulary. Zmienił mnie czas, zmieniły łzy, wyczekując na jego obecność, nie potrafię bezwiednie zamkąć oczu i temu zaufać. Jestem podejżliwa, wystraszona. Bacznie obserwuję, analizuję i zachowuję bezpieczny dystans..Zapewne tego, co teraz czynię, za niedługi czas będę żałowała bardziej, niż porywu serca, tęsknych, nieprzespanych nocy, ale to w końcu bezzmienna ja. I choćby kijem mnie po rękach łomotano, pewnych swoich zachown nie jestem w stanie zminić.. Czy On to wytrzyma, tak jak robią to dwie inne osoby? Czy będzie mimo moich rzadkich melancholi, w których potrzeba mi spokoju i bliskości, czy będzie rozumiał i umiał dokonać kompromisów.. Czasem w to wątpię, zapominając o sobie i o tym czego jestem warta.. a jestem wiele..
Dziś obudziła się we mnie mała melancholia, która postanowiła przypomniec mi, ile w ostatnim półtora roku... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (6)
KOCHA SIE WSZYSTKO (co z toba zwiazane) ALBO NIC.
Daj jemu i sobie szanse
Pozdrawiam
A.