Doszłam, w wolnym tempie do mety pewnego prawie przeszłego czasu. Następują bowiem w moim życiu ostatnio burzliwe, acz stopniowe metamorfozy. Mój mózg oswaja mnie z nimi w snach, które podłóg sennika, mówią o zmianach egzystencjalnych. W tymże samym przekonaniu utrzymuje mnie moja Rodzicielka. Sama dostrzegam, jakby jeszcze bolesny 'poród' innej mnie, ale mam nadzieję, że na lepsze mi to wyjdzie, na spokojniejsze, bardziej szczęśliwe. Po raz kolejny ważni ludzie odchodzą z mojego życia, oddalają się przez własne przeprowadzki, ja zaś znów zostaję sama, na sam z sobą samą pogmatwaną. Z wewnętrzną chęcią odejścia na dobre z miejsca, w którym jestem, i mam tę wrażliwą świadomośc, że ziszczę skrywane marzenia, kiedy już nic i nikt mnie tu nie zatrzyma. Wyruszę w świat raz jeszcze, z sakiweką na kiju, bez strachu już, a w pewną przyszłośc, odważną dośc i ryzykowną, ale w końcu takie mam życiowe uzależnienie.
Dziś obudziła się we mnie mała melancholia, która postanowiła przypomniec mi, ile w ostatnim półtora roku... więcej
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (4)