do wczoraj myślałam, że w tęsknocie, na pozór niekonstruktywnym uczuciu, można jedynie dążyć do autodestrukcji..wracając do domu, pogrążona w nostalgicznym, sentymentalnym smutku, w oczekiwaniu na kolejny weekend, postanowiłam nie siedzieć bezczynnie w sofie, otulona kocem, zasłuchana w jeszcze bardziej rozczulające utwory muzyczne mistrzów, miłośników jazzu..postanowiłam przelać całą swoją miłość i tęsknotę w gotowanie, które nie dość, że sprawia mi przyjemność, to jeszcze pozwala konstruktywnie zbierac pozytywne myśli. Sprawiam, że czas mknie, a woń zbierająca się w kuchni, otaczająca moje receptory, wprawia mnie w lepszy nastrój.. Nie, nie popadnę w szaleństwo codziennego gotowania, bo o linię też należy dbać :), ale potraktuję to jako antidotum, w tych trudnych chwilach, a z biegiem lat, otworzę restauracjo-kawiarnię pod miłosną nazwą, w jakimś odległym, ciepłym, alienowanym zakątku świata, gdzie podając smakołyki w różnorodnych smakach tęsknoty to raz okraszanej miłością, raz namiętnej miłości pokrytej nostalgia odległości i losowych upadków, będę snuła nadzwyczaj piękne, a co ważniejsze, rzeczywiste miłosne opowiastki.
Dziś obudziła się we mnie mała melancholia, która postanowiła przypomniec mi, ile w ostatnim półtora roku... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (9)