Wczoraj wieczorem małżonek wyznał, że przeczytał kilka moich rozmów z P....
Nie było awantury z tego powodu, jedyne, co miał mi za złe to fakt, że opisywałam obcemu facetowi swoje problemy rodzinne, stwierdził, że " truję gościowi"...Zabawne, prawda???
Po czym rozmawialiśmy o moich potrzebach, frustracjach, powodach takich a nie innych zachowań...Z dialogu poraz wtóry wywnioskowałam, że moje prawo do wypowiadania głośno potrzeb jakie są mi niezbędne do poczucia spełnienia w związku są wyśmiewane, odrzucane...
Ile to już było moich nawoływań aby w trudnych chwilach mnie przytulił, wsparł ciepłym słowem, wysłuchał z uwagą nie stosując agresywnego słownictwa...Ile razy uzmysławiałam mu sytuację, w których nie czuję się dobrze...Jak grochem o ścianę.
Może to moja wina, że i ja nie okazuję mu czułości. Mam na taki stan rzeczy swoją teorię, nic nie dzieje się bez przyczyny. Wypadałoby przeszłość zostawić za drzwiami i zacząć od nowa się sobie przyglądać, uczyć się siebie ale powiem szczerze nie mam ku temu dostatecznej motywacji...
W ostanio glądanym filmie " Noce w Rodanthe" padły takie zdania....poznajemy kogoś, zakochujemy się, planujemy wspólną przyszłość, pobieramy się i wchłonięci w pełnienie nowych ról zapominamy o sobie. Wciąż zaganiane, dbające o dom, męża, dziecko tracimy swoją indywidualność. Wszystko jest ważniejsze oprócz nas samych....a kiedy pojawiają się kłopoty, rozstania nie wiemy co z sobą począć. Mija dużo czasu zanim na nowo odkryjemy pasje, marzenia, siebie.....
Odnoszę wrażenie że tak dzieje się w związkach w których z kobiet wysysa się całą energię.....u mnie tak właśnie jest...
Dzisiaj spuszczam głowę...ale nie ze wstydu, że rozmawiam z innym facetem ale dlatego, że nie widzę wyjścia z sytuacji.....
Chyba najlepszym kompromisem jest wmawianie sobie, że małżeństwa zasadniczo tak wyglądają, częściej obok siebie niż z sobą...i że wciąż steerotyp kobiety w męskich mózgach sie gnieździ...:))))
No nic, trzeba zakasać rękawy , rozwinąć mapę i odszukać miejsca gdzie ukryte są zalety mojego parntera i wykopać je :)))) Kto wie, może jeszcze sie uda. Może to ja przechodzę kryzys i widzę swój związek w szarych kolorach. Może powinnam trochę olewatorsko podchodzić ( nie przytula- no trudno)....
Dobrej nocy :)))
Trwający pół roku spór o szkoły i przedszkola zbliża się do końca. Dla mnie nie jest to szczęśliwe... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (2)