" Uciekaj moje Serce" z filmu " Jan Serce"
Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,
splecione ręce gdzieś na plaży, oczu błysk,
wysłany w biegu krótki list,
stokrotka śniegu, dobra myśl,
to wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych.
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach,
Kropelka żalu, której winien jesteś ty,
Nieprawda, że tak miało być,
Że warto w byle pustkę iść,
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów,
uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych.
Odloty nagłe i wstydliwe, niezabawne,
Nic nie wiedzący, a zdradzony pies czy miś,
Żałośnie chuda kwiatów kiść
I nowa złuda, nowa nić,
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów,
uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych.
Dokładnie czuję to samo...
Co się dzieję? Brak normalnych oraz jednocześnie wolnych facetów na świecie...przynajmiej w moim otoczeniu!
Jestem otwartą, radosną kobietą. Mało tego, wreszcie odwarzyłam się (jakiś czas temu) wziąć sprawe we właśne ręce, aby przerwać ten samotny stan, nie czekając na księcia na białym koniu. A co mi tam...
Po wielu nic nie znaczących lub ordynarnych propozycjach listownych oraz kilku spotkaniach zupełnie bez sensu, nagle, jak prezent od Mikołaja, dokładnie 6 grudnia pojawił się Ten, na razie jedyny i bezkonkurencyjny.
Ponad rok pięknej bajki, wspaniałego stanu zakochania. Niczego nie żałuję, ale od początku zdawałam sobie sprawę, że to tylko na chwilę, dłuższą chwilę, piękną, niezapomnianą, również bolesną...
Nadal cały czas nie przerywałam poszukiwania Tego właściwego, który nie będzie Pożyczony, tylko Narzeczony.
Zdając sobie sprawę jednocześnie, że mój Żeglarz postawił bardzo wysoką poprzeczkę w tych moich poszukiwaniach, nadal mam nadzieję.
Niemożliwe, żeby istniał tylko jeden Taki egzemplarz!
Dobra, innym tropem, według konkretnych kryteriów niby udało się odszukać w tłumie kogoś spełniającego przynajmiej wizualne kryteria.
Niestety, nie pomaga nawet to, że na pierwszym spotkaniu coś jakby nawet zaiskrzyło we mnie, dało nadzieję, że może to jest właśnie to!
Boże, ten facet gada tylko o swoich własnych nieszczęściach, które go spotkały! Żadnego pozytywu! Jednak jestem uparta...Drugie spotkanie...Nawet całkiem miło, trafiliśmy przypadkowo do fantastycznej knajpki na Starym Mieście (polecam bardzo, ale niestety po godzinie 20 robi się zatłoczno, więc miejsce idealne na wcześną kolacje). Nastrojowe granie na żywo na pianino, lokal umiejscowiony w sródnowecznym małym włoskim patio. Stolik mieliśmy prosto przy zabytkowym żródełku. Nastrój niesamowity. Szybko prysł, za sprawą faceta wpatrzonego we mnie jak w obrazek, przy czym mówiącego o tym , że ja mam w oczach wielki smutek, chyba dla tego, że takie nieszczęścia na mnie się zwaliły w życiu... Psia krew! Czy ja potrzebuję dołowania? Czy to jest tekst, którym można uwieść kobietę? Mnie, która sama, bez pomocy jakiej kolwiek z zewnątrz wozrodiła się jak feniks? Nawet jak któś widzi w tych moich oczach smutek, po cholere o tym gadać na randce? Załamka...
Chciałam rozerwać się, odpocząć od problemów, miło i wesoło spędzić wieczór! Zwłaszcza, że Pożyczonemu nagle smycz się skrócił i prawdopodobnie w najbliższym czasie nici z wyjść do kina czy na obiad. No i lepiej, nie będzie mi zaprzątał mojego umysłu i zmysłów, nie będzie przeszkadzał swoej obecnością w moich poszukiwaniach właściwego męszczyzny. Jednak teraz widzę, że to nie będzie tak łatwo i szybko...Trace powoli nadzieję, że da się w ogóle znaleźć faceta po 40-ce bez depresji, bez nalogów, seksownego, wysokiego, nie mieszkającego z rodzicami i przede wszystkim wolnego....A nade wszystko radośnie patrzącego w przyszłość i w ogóle mającego chęć do wspólnego budowania życia. Nie mam dużych wymagań, jestem realistką, ale naprawdę spotykam tak małostkowych, przygnębionych i podejrzliwych lub seksualno cierpiących, że po prostu strach. Zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę nie jest lepiej byc samej.
Ale ja nie lubię samotności, potrzebuję przyjaciela, nie tylko partnera do seksu.
Dobra, przynajmiej podejmuję ryzyko...może jednak znajdę właściwą drogę do tego najważniejszego...
I nowa złuda, nowa nić,
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Idzie Wiosna...nareszcie ciepło.
Poczucie właśnej wartości pozwala przekształcić zazdrość o sukcesy innych w pozywne właśne emocje.... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (12)
Nie sądź, a nie sądzony będziesz.
Powiem tylko, że w tekscie nic nie ma o "tanio i byle jak".
Proszę nauczyć się czytać ze zrozumieniem, a póki co nie dopisywać cytat nieisniejących lub teorji.
Dopóki istnieją nieszcześliwe kobiety niepotrafiące stworzyć prawdziwie szczęśliwą rodzine, mężowie będą się wypożyczali radośnym kobietom z którymi będą miło spędzali czas.
Dodam tylko, że radośc i młodość nie zależą od wieku, tylko ducha.
Ach kolwiek tekst był wcale nie o tych potrzebach.
Mimo wszystko dziękuję za komentarz i życzę szczęścia.
Proszę tylko pamiętać, że nic w przyrodzie nie ginie. Kiedyś w Pani związku może pojawi się "ta" druga...
Proszę wóczas przypomnieć sobie ten tekst, swoją dumę i przekonanie o tym, że nie robi Pani nic złego.
Dla wyjąsnienia - nie jestem cnotką, a cytat, jaki wypowiedziała Kasia Grochola, był zupełnie w innym kontekście... Więc oprócz cytania ze zrozumieniem, polecam również słuchanie ze zrozumieniem!
Proszę nauczyć się czytać ze zrozumieniem, a póki co nie dopisywać cytat nieisniejących lub teorji.ja wg ciebie jestem niedowartosciowana cnotka, a ty wg mnie zyjesz tanio i byle jak. masz takie samo prawo oceniac mnie, jak ja ciebie, skoro oglosilas swoje potrzeby w publicznym wpisie
Proszę tylko pamiętać, że nic w przyrodzie nie ginie. Kiedyś w Pani związku może pojawi się "ta" druga...
Proszę wóczas przypomnieć sobie ten tekst, swoją dumę i przekonanie o tym, że nie robi Pani nic złego.
Dla wyjąsnienia - nie jestem cnotką, a cytat, jaki wypowiedziała Kasia Grochola, był zupełnie w innym kontekście... Więc oprócz cytania ze zrozumieniem, polecam również słuchanie ze zrozumieniem!
Przemiła Solange! Dziekuję za wpis. Miło mnie Pani gościć. Nikt nie wie co go czeka jutro, co tam za parę lat. To, że nie ginie, to prawda, juz na tym kinie byłam, wiec teraz przyszło mi być po drugiej stronie ekranu. może błędem było, że nie napisałam, iż nieświadomie...
Jednak proszę mnie pokazać w którym miejscu tekstu jest o tym, że "nie robię nic złego"? Możliwe, że kiepsi ze mnie pisarz, nie pretenduję na to, piszę tylko o swoich uczuciach. Gdyby Pani i wszystkie inne panie, zechciały przeczytać tekst jeszcze raz, mniej tendencyjnie, może dało by się zauważyć, jak desperacko próbuję wyjść z tego niefortunnego i tak oburzającego pań układu.
Proszę tylko pamiętać, że nic w przyrodzie nie ginie. Kiedyś w Pani związku może pojawi się "ta" druga...
Proszę wóczas przypomnieć sobie ten tekst, swoją dumę i przekonanie o tym, że nie robi Pani nic złego.
Dla wyjąsnienia - nie jestem cnotką, a cytat, jaki wypowiedziała Kasia Grochola, był zupełnie w innym kontekście... Więc oprócz cytania ze zrozumieniem, polecam również słuchanie ze zrozumieniem!
Bardzo lubię i szanuję Panią Grocholę. Nie ukrywam, że natchneła mnie do takiej odpowiedzi właśnie jej wypowiedź. Oraz jeżeli Pani Grochola poczuła by się obrażona lub urażona i uznała by to za plagiat, bardzo przepraszam. Jednak przypominam, Pani Grochola wypowiadała się publicznie, w programie porannym telewizyjnym i powiedziała dosłownie "szczęśliwa rodzina tworzy się wokół szczęśliwej kobiety". Proszę jednak zauważyć, że nie cytowałam dokładnie, lecz rozwinełam tą myśl według właśnego doświadczenia. To chyba nie jest zabronione? Jednak, osobiście, wolałabym do wypowiedzi Pani Grocholi w nawiasie dodać, iż dotyczy to kobiet, nie mających do czynienia z mężczyznami z poważnymi zaburzeniami funkcji społecznych (krótko mówiąć z nałogami poważnymi). Tak zwanie, wyjątek patołogiczny.