Tak dziewiczo w wirtualnej rzeczywistości zwanej popularnie Internetem, zaczynam składać słowa w zdania. Nigdy nie pisałam bloga... to jest mój pierwszy raz.
Nasuwa mi się na myśl automatycznie pytanie... po co to robię? Znając swój słomiany zapał po tygodniu stwierdzę, że brak mi czasu na pisanie i tak jak wiele innych spraw w moim życiu, nie doprowadzę tego do końca. Zawiało pesymizmem. Ogólnie to chcę spróbować... wznieść się na wyżyny popularności... poczuć się jak ikony blogów np. Isabel Marcinkiewicz :). À propos Isabel... podziwiam jej odwagę, lecz ja pisać wierszy nie zamierzam... bo żadna ze mnie Szymborska.
Do pisania zmusiła mnie, tak tak zmusiła to idealne słowo moja mama i przyjaciółka Ola. W ferworze zachwytu moimi teksatami (ach ta wrodzona skromność) grzecznie narzuciły, abym zaczęła częściej pisać. I tak to się wszystko zaczęło.
Dziś na portlu styl.pl opublikowałam swój pierwszy, lecz mam nadzieje, że nie ostatni artykuł. Zapraszam do zapoznania się z moimi wypocinami słownymi "Flirt - motylkowe porywy"
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (4)
Widzisz, ja jestem z pokolenia, ktoremu flirt nie byl obcy, flirtowalam na zaboj,na zywo i w takiej grze ( specjalne karty), ktora nazywala sie "flirt towarzyski".Ach, jaka to byla wciagajaca gra mesko-damska a i teraz mi sie zdarza flirtowac. jak to mowia "natura ciagnie wilka do lasu"... a romans nie zawsze musi byc nieszczesliwy...zycze wytrwalosci w pisaniu dziennika.