Rano moje wczorajsze postanowienia, zostaly zrealizowane. Czekala herbata, sniadanie i maly list. Przed wyjsciem do pracy rozmawialismy. Nie jest dobrze. Stwierdzila, ze ja zawiodlem, ze liczyla na inne przyjecie. Mnie zrobilo sie przykro, gdyz ja, z kolei uwazalem, ze bardzo sie staralem. A Ona nie dostrzega tego :). Przed moim wyjsciem rozmawialismy troche o chorobie, powiedziala, ze sie o mnie boi, bo osoby takie jak ja, z zaburzeniami tozszamosci plci choruja czesciej na raka. To dla mnie nie ma teraz znaczenia. Liczy sie Ona, ktora nie widzi, ze sie staram.
Praca, jak praca, mnostwo spraw. Patrze na telefon czy dzwoni. Nie :(. Dzwonic, nie dzwonic, zadzwonie za jakis czas. Pierwsza Dzwoni Ona :). Rozmawiamy, ja jeszcze raz przepraszam. Musi pojechac do kontroli, do lekarza czy wszystko w porzadku. Zwalniam sie z pracy, jedziemy do lekarza. Potem jestesmy razem w mojej pracy. Moja ... smieje sie, opowiada oczywiscie do wspolpracownikow, jakas anegdote o mnie. Smiejemy sie. Wyglada slicznie, tak jaby nie byla po operacji. Wyglada nawet bardzo slicznie, szczupla sylwetka, ladnie dobrane dodatki, kolorystyka, idealnie komponuje fiolet z kremowym transparentnym szalem. Wlosy opadajace na ramiona, a przede wszystkim "smiejace sie oczy". Uwielbiam gdy jest w takim nastroju. Moge jej codziennie dostarczac anegdot na moj temat, byleby dalej tak sie usmiechala.
Po pracy jedziemy do ulubionej restauracji na obiad, sciagamy tam nasze dziecko. Milo spedzony czas. Dobrze tak w trojke rozmawiac.
Jestesmy w domu, dziecko wylatuje do swojego towarzystwa. Mamy troche czasu dla siebie. Wreszcie odnalezlismy siebie ... . Uwielbiam nasz dotyk, ja jej, mysle ze Ona moj. Nie trzeba sie spieszyc, wystarczy dotykac i oddawac wzajemnie glaski. Teraz szczegolnie uwazam, jest swiezo po operacji. Tak mozna godzinami smakowac zycie, smakowac nawzajem siebie. Ta chwile, pomimo wielu lat razem, zapamietam szczegolnie. Kocham Ja. Nie jestem poeta, nie potrafie opisywac to co czuje w takich chwilach.
Na koniec moj ulubiony tort czekoladowy, przywieziony wczoraj przez Moja ..., a ja nie chcialem sie wczoraj poczestowac :(. Teraz wiem, ze miala racje, bylo we mnie zbyt duzo napiecia, niepokoju, a ona liczyla na cieplo i zrozumienie. Ale odnalezlismy sie.
Ona wie, ze dla slodycze moga dla mnie nie istniec, ale dla tortu czekoladowego, zawsze znajde miejsce w moim zoladku. Specjalnie go kupila z naklepszej cukierni i wiozla kilkaset kilometrow dla mnie. Wczoraj niechcialem sie poczestowac. Za to dzisiaj chyba potrojna porcja. :):). Jutro i pojutrze zjem tylko tyle i trzeba. Zadnych dodatkow :)
Rozmawiamy, boi sie nastepnego etapu leczenia, jaki bedzie dalszy protokol leczenia zalezy od wynikow. Zreszta najpierw wszystko musi sie zagoic.
Ja patrze optymistycznie w przyszlosc. Dla wielu, to co juz przeszla okazuje sie duza "katastrofa fizyczna i psychiczna". Moja nie tylko zniosla to dobrze fizycznie, ale pomimo krotkiego okresu od operacji oraz towarzyszacego leku, nadal jest po jasnej stronie zycia.
Jak tu nie wierzyc przyslowiu "Wszystko co zle sie zaczyna, dobrze sie konczy" Tak jak dzisiejszy dzien :)
A.
Znowu tu wracam. Nie wiem jak napisać ten tekst - wszystko we mnie przemieszane, myślę, że zbyt... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (3)
A moj ogrodek, jest w galerii TS...zapraszam...
Pozdrawiam serdecznie i wierzę, że wszystko dobrze się skończy.