4 nad ranem. Godzina wyjatkowa, godzina prawdy wobec siebie, godzina w ktorej jestesmy najbardziej bezbronni. Wielokrotnie budzilem sie o tej godzinie, czasami z koniecznosci, czasami bo ... No wlasnie dlaczego ? Przebudzenia o tej porze bywaja rozne, czasami lubie sluchac swoich mysli, ukladac je do odpowiednich miejsc mojej pamieci, czasami trzeba wszystko dobrze poukladac, tak jak ubrania,, choc niestety porzadek w tej szafie to nie jest moja najsilniejsza strona. Bywaly jednak wielokrotnie, wczesniej inne przebudzenia. Pelne niepokoju, leku, nawet wiecej pelne zwyklego zwierzecego strachu, naznaczone placzem. Wtedy wszystko w tej szafie bylo przemieszane. Przemieszane, ale nie kolorowe - jednobarwne bo czarne. Balem sie tej godziny. Czekalem, marzylem aby wreszcie w oknie pojawilo sie swiatlo, zeby uslyszec poranny odglos gotujacej sie wody. Oczywiscie, to nic nie zmienialo, dalej sie balem. Jednak wracam do 4 nad ranem, o innych godzinach moze kiedys napisze. Dobrze,ze wtedy mialem Ja ... (o.d.o) . Nie wiedziala co sie dzieje, nie mogla zrozumiec dlaczego. Nie mogla zrozumiec, bo ja sam nie rozumialem siebie. Mialem zbyt silny konflikt wewnetrzny, walczylem z samym soba, aby to zrozumiec i zaakceptowac. . Pewno, wielokrotnie Ona ... (o.d.o.) obwiniala siebie, oczywiscie nie potrzebnie.
Czytalem, ze istnieje zwiazek, miedzy natezeniem stresu a wystepowaniem pewnych schorzen. Jezeli tak jest, jezeli Ona ma to z powodu moich wczesniejszych depresji - nigdy sobie tego nie wybacze. Zwlaszcza, ze te schorzenia, czytalem, przychodza pozniej, w okresie gdy wydaje sie byc wszystko uporzadkowane.
Od dlugiego okresu mam spokoj z tego typu nastrojami, wiem, ze nie wolno w przypadku tego schorzenia tego pisac, ale jestem (chyba) przekonany, ze ta "czarna" 4 nad ranem nie wroci do mnie. Nie wroci, gdyz zaakceptowalem siebie, nie wroci, gdyz zrozumialem, nie wroci gdyz otworzylem sie calkowicie przed moja ... (jak bardzo chcialbym uzyc imienia, bo ONA ma konkretne kochane imie ale "o.d.o"). Otworzylem, stanalem wewnetrznie nagi, Ona podala mi reke, zaakceptowala i pomogla.
Potem bylo jak w bajce, chcialbym napisac "zyli dlugo i szczesliwie", oczywiscie z pewnymi drobnymi problemami dnia codziennego, ale szczesliwie. Ale to nie bajka, wiec pojawila sie ta choroba :(.
Ta noc nie jest zla, ukladam swoje mysli w tej szafie, widze mnostwo kolorowych ubran, choc raczej w pastelach niz krzykliwych barwach. Ale z tylu jakies czarne rzeczy przeswituja.
Nie mam powodu, sie bac, wszystko jest pod dobra kontrola. Ma wspanialego lekarza. wszystko jest na bardzo wczesnym etapie.
Uswiadomilem sobie, ze gdyby, znowu, nie madrosc mojej ..., jej perfekcja do wyjasnienia wszystkiego do konca, to moglibysmy nic nie wiedziec. Wtedy za pare lat mogloby byc za pozno. A ja bez Niej nie potrafie byc... , nie dalbym sobie rady.
Ale dzisiaj jest "dobra" 4 nad ranem, wiec wyrzucam, wszystkie czarne ubrania z tej szafy :).
Znowu tu wracam. Nie wiem jak napisać ten tekst - wszystko we mnie przemieszane, myślę, że zbyt... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (2)