Znalazłam dziś wierszyk, którego dość długo szukałam. Napisał go mój Tata. Muszę dodać - niebanalny Tata, a więc wierszyk do banalnych też nie należy... Powiem więcej, może budzić mieszane uczucia, albo nawet niesmaczyć, ale mnie niezmiennie śmieszy, tak samo, jak wtedy gdy miałam 14 lat. Jest "męski" w treści, ale hehe, kończy się sercem na dłoni. Temat jest może mało subtelny, ale jakie intencje!!!
Nie wiem, co o nim pomyślicie, ale niech będzie, wrzucę go tutaj. Na cześć Taty :) Zdaje się, że ów wierszyk zastałam po powrocie ze szkoły, na biurku czy stole w moim pokoju:
"Gdy wieczorem, tak jak zwykle, przeczytam codzienną gazetę
siadam wygodnie w fotelu i wącham swoją skarpetę.
Róże, konwalie niech się schowają, nie oszołomią mnie tak, jak ona -
stara, wierna, szara i bosko przepocona.
Wnet zawrót miły w mej głowie czuję, skakać i śpiewać się chce.
Pokój się razem ze mną kołuje, niebo uśmiechy mi śle.
Unoszę się aż pod sufit, płynę przez całe mieszkanie
i bukiet aromatów rozsiewam z góry na nie.
Skarpeto moja! Nie wiem dlaczego szczęść tyle ślesz na mnie co dzień.
Przeciem ja tylko szary człowieczek i życia zwykły przechodzień.
Chcę się podzielić z ludźmi mym skarbem, dla mnie za dużo tych wspaniałości
niechże u innych radość, śpiew, taniec także codziennie jak u mnie gości.
Nie egoista jam, ni samolub, znasz mnie na tyle córeczko noja.
więc Ci niedługo już pod choinkę małą paczuszkę złoży Mikołaj.
...kocham Cię, Tato!!! :))))))))
Och, zapowiadałam się tu z powrotem już dwa razy... jak nie epidemia, to przemarsz wojsk... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (5)
pozdrawiam :)))