A teraz na weselej.
Przez prawie cały czas myślałam w pracy o tym, że dzisiaj jest dzień czytania w parku. Wymyśliłam, że ukradnę jakieś pół godziny z życia domowego, by użyć sobie czytelnictwa pod dębem, albo klonem. Miałam ze sobą Steinbecka. Pogoda była wyśmienita, niebo karaibskie, słońca bezlitosne. Tak miło!!! Miałam uciąć sobie przyjemne 30 minut i dzień ładnie by się zapętlił. Witałam go też w parku.
Zaraz po 5.00 rano ochoczo bryknęłam bawić się w jogging. Znakomita to dla mnie pora - i jedyna możliwa. Lubię biegać i bywało, że biegałam godzinę dziennie.
Jednak te dobre czasy minęły, kondycję zlasowałam na tłuszcze, dzisiaj więc jedna moja noga biegła sobie, a druga sobie. Pośladki - że tak powiem - nieźle dostały w dupsko, płuca cięły mi niewidzialne małe żyletki, żołądek zacisnął się w pięść i groził, że eksploduje. To tylko wysiłek pierwszego dnia biegania po długiej przerwie, masochistycznie przyjemny. Jestem z siebie dumna. Tak trzymać! Bo tak pięknie jest pokonywać samą siebie :) Kiedy rankiem dotarłam do domu, Pan. K. podniósł głowę z łóżka i jęknął - O Jezus.
Z czytania po południu - nici. Wulkan energii, jakim byłam przez długie godziny, wyeksploatował się po 13.00. Potulnie wróciłam do domu, na swoich betonowych skołatanych bieganiem nogach, a jednak zadowolona z siebie, jak nie wiem. Jutro już będzie lepiej. A Steinbecka poczytam przy herbacie.
Dobrego wieczora!!!
PS - jakby chcieć podsumować ostatnie kilka dni - waga pokazuje o 1, 1 kg mniej :)
Och, zapowiadałam się tu z powrotem już dwa razy... jak nie epidemia, to przemarsz wojsk... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (5)
Wole wieczorem moje kijki.
Co do Steinbecka to mój tata uwielbiał mnie dobijać jego cytatem: Nie wzbijaj się nadzieją wysoko jak ptak, byś nie musiał pełzać jak robak. Nie lubiłam tego ale Grona przeczytałam.
A propos kijków - kiedy tak sobie wczoraj biegałam, pewna siwiuteńka dziarska babcia wędrowała po parku własnie z kijkami. Miałam dla niej mnóstwo podziwu.
Steinbeck? Nie "Grona", nie czytałam "Gron". mam "Zagubiony Autobus", podrzutkę od znajomego. Sięgnęłam po nią bez przekonania, ale czyta się nieźle. Jin, Twój tata wiedział, jak człowieka zmotywować!!! :)
miłego Wam wszystkim dziewczyny!!